z Piotrem Górnikiewiczem, prezesem zarządu Uczniowskiego Klubu Sportowego Jedynka Tarnów rozmawiał Piotr Filip
Budowa silnej kobiecej drużyny siatkówki w Tarnowie to jeden z tych projektów sportowych, który zdaje się mieć szanse powodzenia.
Jesteśmy na początku drogi. Rok 2012 nie był rokiem udanym, ani organizacyjnie , ani sportowo. W drużynie grały zawodniczki, które nie wiązały przyszłości z Tarnowem. W tej chwili jest dużo lepiej. Cieszę się, że udało się przekonać władze uczelni i nawiązać dobrą współpracę z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową. To fundament, na którym chcemy i możemy budować. Jestem pewny, że drużyna siatkarska na poziomie II ligi może zagościć w Tarnowie na dłuższy czas.
Na czym polegały kłopoty, o których Pan wspomina?
Kiedy zaproponowano mi funkcję prezesa UKS drużyna właśnie spadła z ligi. Był kwiecień 2012 roku. Za własne pieniądze wykupiłem miejsce w II lidze. Mieliśmy zaledwie kilka miesięcy na odbudowę zespołu. Kibice oraz sponsorzy oczekiwali i oczekują zwycięstw, jeśli ich brakuje tracą zainteresowanie klubem. Tym bardziej cieszę się, że dzisiaj, po stosunkowo krótkim czasie, wspólnie z PWSZ realizujemy projekt, który ma realne szanse powodzenia.
Udało się znaleźć także innych sponsorów.
Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej nie traktuję jako sponsora. Uczelnia to partner, z którym wspólnie realizujemy to przedsięwzięcie. Sponsor to Polskie Konsorcjum Chemiczne. Wdzięczny jestem prezesowi Jerzemu Wolińskiemu, za przychylność dla klubu, choć przekonanie go do tego pomysłu zajęło nieco czasu. Rozumiem to, bo nie jest dzisiaj łatwo pozyskiwać pieniądze.
Klub zatrudnił także trenera o bardzo znaczącym dorobku.
Kiedy pierwszy raz zwróciłem się do trenera Kędryny z propozycją współpracy – odmówił. Zgodził się dopiero po drugim podejściu. Dzisiaj określiliśmy zasady tej współpracy i obydwie strony są z niej zadowolone. Z Lesławem Kędryną współpracuje jako drugi trener Marek Skrobot. To trener z dużym potencjałem, choć niewielkim jeszcze doświadczeniem. Na pewno w przyszłości przyda się w klubie.
Czy ta przyszłość to awans do I ligi?
Tak, ale nie jest to kwestia roku, ani dwóch. Walka o I ligę może rozpocząć się za trzy, cztery lata. Bycie wiecznym prezesem klubu, który ma drużynę w II lidze na pewno nie sprawi mi satysfakcji.
Za tymi aspiracjami musi stać sprawne zaplecze organizacyjne. Po to, by najlepsze zawodniczki walczyły w lidze trzeba szkolić adeptki.
Budujemy drużynę z perspektywami. Czas jakiś temu wybrałem grupę młodych zawodniczek z całego kraju, które grały w półfinałach i finałach mistrzostw Polski juniorek. Przekonywaliśmy siatkarki, a przede wszystkim ich rodziców do dalszej gry w Tarnowie. To były trudne rozmowy, bo Tarnów nie kojarzy się powszechnie z siatkówką na wysokim poziomie. Naszym atutem w wielu przypadkach ponownie okazała się współpraca z uczelnią, możliwość studiowania, mieszkania w akademiku.
Przez wiele lat bolączką tarnowskiego sportu były wyjazdy najlepszych zawodniczek i zawodników do większych miast, lepszych i bogatszych klubów. Nie obawia się pan takiego scenariusza?
Zakładamy, że i w przyszłości będziemy budować drużynę opartą na studentkach. Dzisiaj mamy osiem zawodniczek, które studiują. Mam nadzieję że wkrótce liczba ta wzrośnie o pięć kolejnych. Chcemy, aby w kolejnych latach były to coraz lepsze zawodniczki. To zadanie może być łatwiejsze, jeśli zespół będzie dobrze grał i odnosił zwycięstwa. Zawodniczek, które skończą studia i będą chciały odejść z Tarnowa nie będziemy na siłę zatrzymywać. To, o czym mówię dotyczy gry w II lidze. W przypadku walki o awans potrzebne będzie wsparcie bardziej doświadczonych zawodniczek. Pamiętajmy też jednak, że w przypadku awansu budżet klubu musiałby wzrosną trzykrotnie. To zatem także kwestia decyzji sponsora, czy sponsorów. Bardzo ważną rzeczą jest szkolenie młodzieży. Kiedyś Tarnów słynął z młodych piłkarek i piłkarzy ręcznych, później ze szkolenia koszykarzy. Chciałbym nawiązać do tych tradycji.
Dlaczego w takim razie siatkówka, a nie jakaś dyscyplina, która ma w Tarnowie bogatsze tradycje?
Sam jestem byłym siatkarzem. Przez 15 lat grałem w III lidze pod okiem Alojzego Skrzypka. Dlatego najłatwiej mi znaleźć się w tej właśnie dyscyplinie.
Panuje jednak opinia, że Tarnów to nie jest i nie będzie w bliskiej przyszłości mocny ośrodek sportowy.
Ubolewam nad tym. Trzeba robić wszystko, by tę opinię zmienić. Samorząd finansuje spółkę żużlową, choć moim zdaniem żużlowcy powinni otrzymywać pieniądze nie z puli przeznaczonej na sport, a na promocję. Dotacje otrzymuje piłka ręczna oraz piłka nożna i to zrozumiałe. Szczypiorniści grają w I lidze, a futbol z kolei trenuje spora liczba młodych ludzi. My na drugoligową drużynę siatkarek otrzymaliśmy z budżetu 26 tysięcy złotych i nie jest to wielka kwota w porównaniu z innymi miastami. Pomysł budowy boisk do siatkówki plażowej w ogóle nie znalazł uznania. Rozumiem, że pieniędzy jest mało, ale niedopuszczalne jest, że jest ich coraz mniej. Mam wrażenie, że ludzie, którzy odpowiadają w mieście za sport, z całym szacunkiem dla nich, nie czują tego tematu i sport to nie jest ich pasja. Nie oczekuję, że samorząd będzie szukał sponsorów dla naszego klubu. Wiem jaka jest moja rola i będę wydreptywał ścieżki do potencjalnych sponsorów, tak jak robię to do tej pory. Chcę jedynie wiedzieć, że mam poparcie ze strony miejskich urzędników i władz.
Czego w takim razie potrzeba panu i klubowi, by zrealizować plany?
Przed wszystkim czasu i spokoju. Konieczne będzie także znalezienie kolejnego sponsora lub sponsorów.