Lily Allen – It’s Not Me, It’s You

Tydzień temu jechałem sobie samochodem, nie pamiętam dokąd ani z kim, zresztą to nieistotne, ale to właśnie wtedy usłyszałem w radio jakąś popową piosenkę, która wpadła mi w ucho, bo po pierwsze zawierała słowa niecenzuralne a po drugie ciekawie brzmiące, szumiące, zapętlone w charakterystyczny sposób dźwięki perkusyjnych blach bardzo nietypowe dla muzyki środka. Jak się później dowiedziałem, utwór nazywał się Everyone’s At It a śpiewała go Lily Allen, dość popularna w Wielkiej Brytanii, oraz podobno także w całej Europie piosenkarka.

Gdy kilka dni później przesłuchałem całą płytę stwierdziłem, że można stworzyć ciekawe piosenki w stylu pop nie ubierając ich w syntetyczny, plastikowy mundurek nowoczesnego kiczu. Jak widać (i słychać) da się zrobić coś ambitnego nie powielając w nieskończoność prostackich schematów.

Płyta „It’s Not Me, It’s You” w sferze muzycznej eksponuje wszędobylskie pianino i sekcję rytmiczną rzadko przepuszczaną przez wszelkie filtry i efekty (a nie jest to standard w tego typu muzyce). Klimat zmienia się z łagodnie tanecznego (The Fear) przez wręcz marszowy (Fuck You), po balladowy (Who’d Have Known). Niestety pod koniec materiał wydaje się trochę nużący, nie tak przebojowy i melodyjny jak na początku. I to jest niestety główny mankament tej płyty. Z rozczarowaniem słuchałem kolejnych utworów czekając na kolejny przebój, ale mniej więcej od połowy wszystkie są po prostu poprawne, miłe dla ucha i dobre do puszczenia sobie podczas jakiejś spokojnej imprezy.

Teksty sprawiają wrażenie dość mocnych i osobistych. Lily sporo rzuca angielskim mięsem, choć w większości przypadków uautentycznia to treść (może z wyjątkiem utworu Fuck You, po przesłuchaniu którego miałem ochotę grzecznie odpowiedzieć: „Nie Lily, to ty Fuck You”, ale oczywiście nie odpowiedziałem, bo Lily by mnie nie usłyszała. A nawet gdyby usłyszała to by się nie przejęła, bo sprzedała już około milion tych płyt. I dobrze. Bo to raczej dobra płyta jest.

Wracając do tekstów, mamy tu do czynienia z opisem rzeczywistości zdecydowanie odmiennej od walki o wyższe emerytury, strajków stoczniowców i zmagań partii politycznych. Koleżanka Allen widzi kryzys jako posiadanie niezłej pracy, ale nie robienie kariery (straszne!), starzenie się (podmiot liryczny dochodzi do trzydziestki – straszne po raz wtóry), oraz brak stałego boyfrienda*. Osobom, które odwiedziły Wielką Brytanię i chwilę tam posiedziały znajomy jest jednak wizerunek młodych dam, które przecież preferują tzw. casual sex** oraz częste zmiany partnerów***. Stąd tekst piosenki 22 wydaje się trochę zakrawający hipokryzją (chyba, że to wszystko wina facetów****). Innym tekstem bardzo kobiecym jest Never Gonna Happen, który jest wiadomością do kogoś, z kim bohaterka tekstu zerwała, bo go nie kocha. Rekomendowany dziewczynom, które chcą zerwać z boyfriendami lub partnerami ale nie chcą się z nimi widzieć – można im wysłać jako dzwonek na komórkę. Na szczęście autorka naprawia wizerunek zimnej feministki***** śpiewając w ostatnim kawałku (He Wasn’t There), że jednak warto kochać swojego boyfrienda i z niego nie rezygnować, bo boyfriendowie też potrafią pokazywać uczucia i nie zawsze są złymi facetami, którzy wszystkiemu są winni. Ale żarty na bok, przecież każdemu wolno śpiewać o czym chce i dopóki jest to dość estetycznie wyrażone, dlaczego ma się komuś nie podobać. Mnie się podoba, bo ten ostatni utwór dużo wyjaśnia.
Podsumowując, w materiale czuć brytyjską nutkę, jest lekki i przyjemny do słuchania. Nawet dla kogoś takiego jak ja, który kojarzony jest raczej z klimatami Fear Factory, Megadeth i Paradise Lost. Muzyka to nie tylko gitary, a Lemmy z Motorhead też pisze balladki, tylko nie zawsze je umie zaśpiewać. A Lily Allen potrafi śpiewać i to nieźle. Oraz przeklinać. Do następnego razu!

Adrian Bogacz
*boyfriend – chłopak, w odróżnieniu od boy – chłopiec
** seks powszedni, taki jak posiłki zjadane codziennie (tzn. można rano, wieczór, po południu, przed telewizorem, w kuchni lub w MacDonaldzie
*** partner – boyfriend po odbyciu stażu, boyfriend bardziej stały
**** facet – ogólny termin oznaczający boyfrienda oraz partnera jako kogoś, kto nie posiada piersi i jest wszystkiemu zawsze winien. Często używane w liczbie mnogiej w celu zaznaczenia kolektywnej odpowiedzialności za winy i zło na świecie. Rzadziej termin ten oznacza osobę o przeciwnych właściwościach niż baby.
***** feministka –przedstawiciel zbrojnego ramienia kobiet, za główny cel stawiający sobie udowodnienie mężczyznom, którzy nie są szowinistami, że nimi są, oraz tym, którzy naprawdę są szowinistami, że nimi nie są, ponieważ są świniami
25.05.2009
Twój komentarz:
Ankieta
Czy jesteś za przywróceniem handlu w niedzielę?
| | | |