Drugi dzień z rzędu na Karpackim Wyścigu Kurierów triumfował kolarz grupy CCC Sprandi Polkowice. Tym razem najlepszy w finałowym sprincie okazał się Michał Paluta, który objął również prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Trzeciego dnia Karpackiego Wyścigu Kurierów peleton czekał liczący 132 kilometry etap rozgrywany na terenie Słowacji. Pagórkowata trasa poprowadziła z Trenczyńskich Cieplic do Starej Bystrzycy.
Rywalizacja na niedzielnym etapie była względnie spokojna. Jedną z nielicznych konkretnych akcji była ta zawiązana ta przed pierwszą górską premią wyznaczoną na 28. kilometrze. Do przodu odskoczyli tam Patryk Złotowicz (TKK Pacific Toruń), Evgenii Koberniak (Reprezentacja Rosji), Sebastian Schonberger (Tirol Cycling Team) oraz Daniel Pearson (Team Wiggins). Ich przewaga nad peletonem nie była jednak wystarczająco duża, by zdołali oni dotrzeć choćby do samej premii, bo tam jako pierwszy zameldował się już atakujący z peletonu Enric Mas (Klein Constantia). To także on zgarnął komplet punktów na drugiej górskiej premii na 53. kilometrze, wyprzedzając za każdym razem Koberniaka.
Na kolejnych kilometrach wielu zawodników szukało swojej szansy i podejmowało próby odjazdów, ale wszystkie były niemalże natychmiast kasowane przez peleton.
Na premii lotnej Janom wyznaczonej na 78. kilometrze cenne sekundy zapisali na swoich kontach lider klasyfikacji generalnej Stephan Bakker (Jo Piels), Hamish Schreurs (Klein Constantia) i Patryk Stosz (CCC Sprandi Polkowice). 20 kilometrów dalej bonifikaty czasowe trafiły zaś do Schreursa, Lionela Taminiauxa (Color Code - Arden’Beef U23) i Bakkera.
Peleton przebudził się podczas wspinaczki pod ostatnią z górskich premii. Tam z grupy oderwali się dwaj kolarze Team Wiggins - James Knox i Daniel Pearson, którym towarzyszył reprezentant Łotwy Kristis Neilands i to oni zgarnęli wszystkie punkty na premii. Tymczasem grupa zasadnicza pękła na dwie części i w efekcie czoło wyścigu, po złapaniu uciekinierów, stanowiła około czterdziestoosobowa grupa, która między sobą rozstrzygnęła losy etapu.
W finałowej rozgrywce najlepiej wypadł rozprowadzony przez kolegów Michał Paluta (CCC Sprandi Polkowice), który wyprzedził duet z LKT Team Brandenburg - Leona Rohdego i Maxa Kantera. Ponieważ lider wyścigu Stephan Bakker finiszował dopiero na piatej pozycji, także żółta koszulka klasyfikacji generalnej LOTTO trafiła w ręce Michała Pluty.
- To był nerwowy etap w wymagającym terenie. Chociaż nie zawiązała się dziś żadna większa ucieczka, ataków było naprawdę dużo. Razem z kolegami z drużyny starliśmy się kontrolować sytuację, ale wiadomo, że w pięciu trudno o to, zwłaszcza kiedy ma się takich rywali na tu. Postanowiliśmy więc pilnować poważniej wyglądających akcji i zabierać się w nie w miarę możliwości - mówił na mecie Paluta. - Wiedzieliśmy, że dzisiejszy etap może się zakończyć w taki sposób i rozmawiałem wcześniej z Alanem Banaszkiem, który dał mi kilka wskazówek, co i jak najlepiej zrobić. Choć jest ode mnie młodszy, ma zdecydowanie większe doświadczenie w takich finiszach, więc wziąłem sobie do serca co mówił.