Zamek w Barwałdzie

 Wzniesiony z rozkazu księcia, runął z rozkazu króla. „Murami i położeniem nader obronnym” zamek w Barwałdzie strzegł w XIV wieku wschodnich granic Księstwa Oświęcimskiego. Dzisiaj, po warowni z bardzo burzliwą historią, pozostał jedynie majdan z fragmentem kamiennej przypory zamkowych murów i niespokojny duch Katarzyny Skrzyńskiej – kobiety bezlitośnie grabiącej okolice i bijącej fałszywe monety.

 

Dzisiaj można tylko domniemywać, że zamek w Barwałdzie położony na szczycie góry Żar został zbudowany w połowie  XIV wieku przez księcia oświęcimskiego Jana I Scholastyka. W źródłach pisanych zamek pierwszy raz pojawia się w roku 1440. Jak opisywał go Jan Długosz, był to zamek „murami i położeniem nader obronnym”. Ciekawostką jest to, że rowy zamkowe były suche. Od strony wschodniej znajdował się podwójny rów, a w drodze na most zwodzony najprawdopodobniej była zapadnia.

Do najsłynniejszych właścicieli zamku należał Mszczuj ze Skrzynna herbu Łabędź, który wsławił się jako rycerz w bitwie pod Grunwaldem i najprawdopodobniej, jak zapisał Jan Długosz, to właśnie on pokonał wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Ulricha von Jungingena. Mszczuj przekazał zamek swojemu dalekiemu krewnemu, Włodkowi Skrzyńskiemu i jego żonie Katarzynie zwanej Włodkową. I to ona zapisała się w pamięci okolicznych mieszkańców bardziej, niż słynny rycerz.

Małżeństwo przez kilkanaście lat trudniło się zbójnictwem, napadając na przejeżdżających w pobliżu kupców, ale prym w grabieżach prowadziła Włodkowa. W zapiskach z 1493 roku mówi się o tym, że około 1458 roku pewna niewiasta tak się prowadziła krzepko po męsku, że męża swego pozostawiła w zamku, a sama, dobrawszy sobie kompanów, łupiła innych wojowników, jeździła konno w zbroi, nic oszczędzała żadnego przeciwnika łupiąc zamki i wsie, a jej pojawienie się w okolicy zawsze budziło grozę. O zakończeniu tego procederu opowiadają liczne legendy. Jedna z nich głosi, że dla ukrócenia  rozbojów Katarzyny została zorganizowana akcja zbrojna pod dowództwem Mikołaja Pieniążka. Udana akcja skutkowała ujęciem Katarzyny, która w Krakowie została osądzona i spalona na stosie.
Według innej opowieści, rozgniewany król Kazimierz polecił przełożonemu zamku na Lanckoronie pojmać Katarzynę i oddać w ręce sądu. Ta wiadomość doszła do Katarzyny, która postanowiła w mało finezyjny sposób pozbyć się sąsiada. Zaprosiła go na ucztę, powitała słowem i uśmiechem, a zamkowych podziemiach umieściła siepaczy. Gość przybył sam, ale swych zbrojnych ukrył w pobliskim lesie. Ponieważ ani pochlebstwa, ani hektolitry wina nie usypiały czujności prefekta, tracąca cierpliwość Katarzyna  uderzyła go sztyletem w pierś. Nie przewidziała jednak pancerza po wierzchnim okryciem i w efekcie została odwieziona do Krakowa i tam spalona na stosie.
Jeszcze inna legenda mówi, że Katarzyna  została pokonana w zaciętej walce na zamku, a wyrok wykonano natychmiast. Wsadzono ją do beczki nabitej od wewnątrz gwoździami i spuszczono po stromym zboczu zamkowym. Z chwilą jej śmierci zamek wraz ze zgrabionymi  skarbami zapadł się pod ziemię. Między tymi opowieściami pojawia się jeszcze wersja, że Katarzynę na rynku w Oświęcimiu rozerwały cztery pary koni. Prawda jest taka, że Włodkowa, jako osoba szlacheckiego rodu nie mogła być spalona na stosie. Jeżeli poszła na stos to tylko za przewinienia religijne. Skrzyńscy bowiem byli pod wpływem husytyzmu i sprzyjali temu ruchowi. Wiadomo też, że 1452 roku, przeciwko Skrzyńskim zorganizowano wyprawę pod dowództwem Piotra Szafrańca.

Po usunięciu Skrzyńskich zamek w Barwałdziej przeszedł w ręce Komorowskich herbu Korczak. Ponieważ jednak Komorowscy sprzyjali królowi Węgier Maciejowi Korwinowi, który sprzymierzył się z zakonem krzyżackim, kontrolowane przez nich zamki w Barwałdzie, Żywcu i Szaflarach stały się zagrożeniem dla Królestwa Polskiego. Król Kazimierz Jagiellończyk nie mógł na to pozwolić. W 1477 roku akcję militarną przeciwko Komorowskim przeprowadzili starosta krakowski i wojewoda sandomierski, uczestniczyły w niej wojska zaciężne oraz artyleria. Po siedmiu tygodniach oblężenia, zamek w Barwadzie się poddał, a Kazimierz Jagiellończyk kazał go zburzyć i zrównać z ziemią.

Dzisiaj zamkowy teren to miejsce pełne drzew i krzewów, wśród których gdzieniegdzie wynurza się majdan zamku z widocznym fragmentem kamiennej przypory zamkowych murów. To wszystko co zostało po warowni, która niegdyś broniła granic i okolicy i czuwała nad ważnym szlakiem handlowym, a potem stała się miejscem rozbojów. Wzniesiony z rozkazu księcia, ostatecznie zakończył żywot z rozkazu króla. Skrywające skarby ruiny nie zostały nigdy zbadane a nielegalnie znalezione m.in. topory czy fragmenty hakownicy, znajdują się w depozycie Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu.

 

 

29.03.2026
Twój komentarz:
Ankieta
Spodziewasz się, że nowy rok będzie dla ciebie:
| | | |