Moja pasja – polityka

Przez lata dała się Pani poznać w Tarnowie i nie tylko w Tarnowie, jako osoba związana z biznesem, później była Pani senatorem RP, teraz jest eurodeputowaną. Czy Pani już czuje się politykiem, czy polityka ciągle jednak rywalizuje z biznesem?
Nie, już z biznesem się pożegnałam jeszcze przed kandydowaniem do Senatu. Uznałam, że po tylu latach spędzonych w biznesie już czas na coś nowego. I oddałam się w stu procentach swojej nowej pasji – polityce. Powoli zaczynam się czuć jak osoba, która już coś potrafi w tej dziedzinie. I teraz, szczególnie w ostatnich miesiącach, kiedy wkroczyłam do tej tak zwanej wielkiej, światowej polityki, mogę mieć realny wpływ na to, jak się kształtuje wizerunek Polski i losy Polski.

Miała Pani okazję pracować w Senacie, teraz ma Pani okazję pracować w Parlamencie Europejskim. Jakie różnice wskazałaby Pani między pracą w polskim parlamencie i pracą w Parlamencie Europejskim?
Podstawowa różnica to miejsce pracy. Obecnie trzy, a czasami cztery tygodnie w miesiącu spędzam za granicą, na posiedzeniach komisji czy grupy politycznej, raz w miesiącu na posiedzeniu plenarnym. Na pobyt w kraju pozostają święta oraz kilka tygodni na pracę w regionie, ale wtedy nasz parlament bardzo chętnie nas wykorzystuje do różnych konferencji międzynarodowych. Tak więc na pewno liczba kilometrów, które teraz pokonuję jest nieporównywalnie większa i tempo pracy o wiele bardziej intensywne, chociaż w Senacie też się nigdy nie nudziłam.

Już z tego co Pani powiedziała wynika, że są pewne podobieństwa i są pewne różnice. Parlament Europejski też pracuje w różnych komisjach, natomiast pracuje także w grupach politycznych ponadnarodowych w przeciwieństwie do klubów parlamentarnych, które mamy w Polsce. W jakich komisjach Pani w tej chwili działa?
Pracuję bardzo intensywnie w komisji, która zajmuje się problemami swobód obywatelskich. Moi resortowi ministrowie w Polsce to minister Ćwiąkalski i wicepremier Schetyna, czyli obszar resortów MSWIA oraz Sprawiedliwości. Prace tej komisji dotyczą spraw układu z Schengen, wiz, azylantów. Są to Polski sprawy istotne, gdyż nasza wschodnia granica to również granica strefy Schengen. Potrzebne są dodatkowe fundusze, by tę granicę zabezpieczać. Druga komisja, w której znalazłam się przejmując mandat po pośle Klichu, to komisja zajmująca się sprawami obronnymi. Zasiada w niej niewiele kobiet, ale to ciekawa komisja. Tam rozmawia się na temat tarczy antyrakietowej, czy relacji z NATO. Kolejne pole aktywności to komisje zajmujące się relacjami bilateralnymi. Moją wiodącą komisją w tej sferze jest Afganistan. Nie jest to jak wiadomo miejsce atrakcyjne turystycznie, raczej wyjątkowo trudne, druga komisja to południowy Kaukaz. W obecnej sytuacji w Gruzji również jest to ciekawa komisja.

A grupa polityczna, do której Pani należy? Ile osób do niej należy, kto ją tworzy?
To grupa o nazwie Europejska Partia Ludowa – Europejscy Demokraci. Europejscy Demokraci to brytyjscy konserwatyści, którzy nie chcą do końca identyfikować się z europejską chadecją. Natomiast Europejska Partia Ludowa to szeroko pojęta centroprawica. Jesteśmy największa frakcją w Parlamencie Europejskim, liczącą 277 deputowanych. Znajdują się w tym składzie przedstawiciele wszystkich państw członkowskich. Często wspierają nas liberałowie, dogadujemy się w niektórych sprawach nawet z socjalistami.

Warto należeć do najsilniejszej grupy w parlamencie?
Duże frakcje mogą więcej. Tworząc niewielką grupę polityczną liczyć można np. na funkcję wiceprzewodniczącego Europarlamentu, nie ma się jednak siły przebicia w komisjach. Obecność w największej frakcji pozwala w większym stopniu wpływać na prace parlamentu.

Słyszymy czasem, że w Parlamencie Europejskim polscy posłowie łatwiej się między sobą porozumiewają w wielu sprawach niż w polskim Sejmie. Czy ta opinia jest prawdziwa?
Na pewno atmosfera w Parlamencie Europejskim jest o wiele bardziej merytoryczna, niż w Sejmie, czy Senacie. Dobre przykłady współpracy ponad krajowymi partyjnymi podziałami istnieją rzeczywiście. Niedawno jeden z polskich deputowanych, wybrany z listy Ligi Polskich Rodzin złożył pisemna deklarację w sprawie traktowania dzieci polskich w Niemczech. Zastanawialiśmy, czy podpisać się pod tą deklaracją, ale jedyne kryterium to była jej treść, a nie partyjna przynależność. Podpisałam się ostatecznie pod tym tekstem, ale absolutnie nie interesowało mnie, czy autorem był socjalista czy ekolog i z jakiego kraju pochodził. To także pewna różnica w stosunku do krajowego parlamentaryzmu. Podobnie współpracujemy w gronie Polaków w sprawie tzw. „rury bałtyckiej”, czyli gazociągu łączącego Rosję z Niemcami.

Czy Pani, pracując w Brukseli, lub innych miejscach na forum europejskim ma poczucie, że przekłada się to na sprawy mieszkańców Tarnowa, czy podobnych lokalnych wspólnot?
Na poziomie ogólnym można powiedzieć, że to, co dobre dla Polski, jest również dobre dla Tarnowa. Ale chodzi również o to, w jaki sposób się mówi, czy promuje własny region. Ja np. śledzę prace nie tylko własnych komisji, ale i pozostałych, a także programy sesji plenarnych. Szukam tematów, które można wykorzystać do poruszenia spraw okręgu, który reprezentuję.

Pytam o to także dlatego, by zapytać jak przekonać np. tarnowian, że warto uczestniczyć w wyborach do Parlamentu Europejskiego?
W pierwszych wyborach do Europarlamentu w Polsce frekwencja była bardzo niska. Dotyczy to jednak nie tylko Polski. Ludzie nie bardzo wiedzą, co zmieni fakt ich uczestnictwa, lub nie, w tych wyborach. Kolejne wybory w Polsce to połowa przyszłego roku. Wszyscy mamy świadomość, że Europa z perspektywy wielu polskich miasteczek wydaje się odległa. Faktem jest jednak, że już ponad połowa polskiego prawa jest tworzona w Strasburgu i Brukseli, a nie przy ulicy Wiejskiej w Warszawie. Dotyczy to także innych kluczowych dziedzin życia. Wybierając posłów do parlamentu Europejskiego trzeba mieć świadomość, że tam liczy się przede wszystkim praca merytoryczna. Bez np. biegłej znajomości języka obcego, przede wszystkim angielskiego, nie ma możliwości skutecznej pracy. Ale dobra znajomość języka to dopiero pięć procent sukcesu. Trzeba ciężko pracować, wykorzystywać wszystkie możliwości, by zabiegać o polskie, czy lokalne sprawy. Nie tylko w parlamencie, ale podczas różnych konferencji, w których bierzemy udział. Sama nieraz odpowiadam na pytania – gdzie leży Tarnów, i co to za miejsce. W przyszłym roku otwarta zostanie w Strasburgu wystawa poświęcona cmentarzom żołnierskim z okresu I wojny w regionie tarnowskim. Wykorzystujemy również swoje
kontakty z dyplomatami polskimi za granicą.

Głośnia była ostatnio na forum europejskim sprawa polskich stoczni. Tarnów nie jest miastem nadmorskim, ale chciałem zapytać o mechanizm podejmowania tego typu decyzji, jak w sprawie stoczni.
Problem polega na tym, że przez wiele lat stocznie korzystały z pomocy publicznej, nie unijnej, ale z polskiego budżetu. Warunkiem tej pomocy była restrukturyzacja i doprowadzenie do stanu, w którym będą one w stanie samodzielnie działać. Przez wiele lat takiej restrukturyzacji nie przeprowadzono. Obowiązuje zasada, dotycząca nie tylko Polski, że państwa nie mogą wspierać swoich przedsiębiorstw, gdyż to skutkuje nieuczciwą konkurencją. Dlatego w pewnym momencie Unia powiedziała „stop”, dofinansowywaniu polskich stoczni. Kiedy minister Grad zaczął się zajmować tą kwestia sprawa była już przegrana.

09.12.2008
Twój komentarz:
Ankieta
Moje tegoroczne wakacje spędzę:
| | | |