Wsuwamy kij w mrowisko

Z Krzysztofem Kopką, dramaturgiem, reżyserem, autorem projektu „Komediopisanie na gorąco” podczas tegorocznego Festiwalu Komedii rozmawiał Grzegorz Janiszewski.
W klubie festiwalowym trwa komediopisanie na gorąco, ale nie tylko pisanie, lecz także prezentowanie na scenie tego co się napisało. Skąd pomysł takiego właśnie uaktywnienia pisarzy i studentów szkoły aktorskiej podczas tarnowskiego festiwalu?
Pomysł wziął się z pewnego projektu realizowanego we Wrocławiu. Tam przez kilka dni teatr „Ad Spectatores”, który również jest uczestnikiem „Talii”, wraz z teatrem z Moskwy realizował działania laboratoryjne na temat wzajemnych relacji Polaków i Rosjan. Praca ta polegała na przygotowaniu szeregu aktorskich etiud, które były zderzeniem naszego widzenia ich i widzenia nas przez nich. Uczestniczyłem w tym projekcie wspólnie z Saszą Rodionowem. Była to fascynująca praca, na gorąco powstawały miniatury dramaturgiczne opowiadające i o Polsce i o Rosji o Wrocławiu, wzajemnych Moskwie, o wzajemnych relacjach. Pomyślałem, że podobną pracę można by kontynuować w Tarnowie.
Trzeba jednak powiedzieć, że w Tarnowie rodzą się tarnowskie tematy – pierwszym była sprzedaż terenów na Górze Świętego Marcina, kolejnym – klęska żużlowców i spadek z ekstraligi.
To z kolei efekt wieloletniej współpracy z Jackiem Głombem. On zaproponował, przed laty w Legnicy teatr mocno osadzony w przestrzeni miejskiej, sięgający po legnickie tematy. To spowodowało interesującą reakcję. Teatr wyszedł w kierunku miasta, w kierunku mieszkańców, a w efekcie mieszkańcy powrócili do teatru.
Czy to może być pomysł na teatr, uatkywnienie widowni, prezentowanie osób żyjących tu i teraz, pokazywanie ich w nieco krzywym zwierciadle?
Sądzę, że w tym przypadku krzywe zwierciadło rzeczywiście istnieje i każdy tarnowianin, który trafi do klubu festiwalowego powinien pamiętać, że o jego mieście i o nim samym, jeśli rozpozna się wśród postaci scenicznych, piszą ludzie z daleka. Ich spojrzenie jest z oczywistych względów powierzchowne, dokonywane trochę na zasadzie wsuwania kija w mrowisko.
Pracujecie w ten sposób, że pomysły scen powstają przed południem, później rozpoczynają się próby ze studentami, a wieczorem odbywają się prezentacje. Jak znajdują się w tym wszystkim studenci PWST?
Studenci uczestniczący w „Tali” to fantastyczna ekipa. Ci ludzie kochają teatr, mam nadzieję, że z wzajemnością. Młodzi ludzie wnoszą do tego projektu swoją energię, zaangażowanie, duszę i ciało. Warto pojawić się klubie festiwalowym choćby tylko po to, aby ich właśnie obejrzeć.
Inaczej my widzimy siebie w Tarnowie, inaczej postrzegają nas nasi goście z Polski, jeszcze inaczej np. Aleksander Rodionow. Czego możemy się spodziewać po spotkaniu z np. Aleksandrem Rodionowem?
Sasza posiada niezwykle wyostrzony zmysł obserwacyjny, jest wyczulony na drobiazgi, czy absurdy, których my, przyzwyczajeni do nich, już nie dostrzegamy. To z jednej strony uważny obserwator, z drugiej - człowiek z innej kultury. Obecnie Rodionow mniej udziela się jako dramaturg, bardziej jako scenarzysta filmowy. Osobiście jestem zakochany w filmie, do którego napisał scenariusz. Polski tytuł to „Pływanie w stylu dowolnym”. To taki rosyjski odpowiednik „Rejsu” Marka Piwowskiego. Zebrał w tej historii i zsumował drobne absurdy naszego codziennego życia. Film spodobał się również podczas ubiegłorocznego festiwalu w Wenecji, gdzie był prezentowany w ramach przeglądu młodego kina.
W Polakach tkwi taki stereotyp Rosjanina z butelką wódki i ogórkiem. Czy Rosjanie również mają swój stereotyp Polaka?
Na pewno funkcjonuje rosyjski stereotyp polskiego pana, fałszywego. To co my bierzemy za normy dobrego wychowania, czy obyczaj, od którego nie można odstąpić oni przyjmują jako fałszywą formę. Wzajemne stereotypy na pewno nadal są silne, a dodatkowo jeszcze podgrzewane przez polityków. Sądzę, że ich żywot będzie jeszcze długi.
Dziękuję za rozmowę
03.10.2008