Nie jesteśmy ekipą głupoli

Z Adrianem Bogaczem i Rafałem Huszno, członkami zespołu „Totentanz” rozmawiał Kamil Wójcik

Coraz głośniej ostatnio o zespole „Totentanz”. Wasza pierwsza płyta spotkała się ze sporym zainteresowaniem, nie tylko w Tarnowie, ostatnio wydaliście kolejną płytę „Zimny dom”, za którą zespół został nominowany do nagrody „Fryderyka”. Czy spodziewaliście się tej nominacji i takiego zainteresowania waszą grupą?
Nominacji do „Fryderyka” nie spodziewaliśmy się wcale. Dowiedzieliśmy się zresztą o tej nominacji przypadkowo na jednym z forów internetowych. Początkowo sądziłem, że to głupi dowcip. Kiedy później potwierdzono tę informację oficjalnie nadal nie do końca wierzyłem. „Fryderyk” to obecnie jedyna nagroda w Polsce przyznawana przez krytyków, a nie słuchaczy i fanów. Traktujemy to jako niewątpliwy sukces, ale wiemy też, że na ten sukces ciężko zapracowaliśmy. Nasza muzyka przeszła próbę konfrontacji z publicznością. Satysfakcjonuje również fakt, że płyta dobrze się sprzedaje, nie tylko w Tarnowie.

Jak udaje się godzić działalność zespołu z życiem rodzinnym, czy zawodowym. Muzyka nie jest jeszcze dla członków zespołu źródłem utrzymania?
Wiemy, że żyjemy w kraju, w którym chcąc robić to, co się lubi trzeba rozwiązać wiele problemów. Na co dzień pracujemy zawodowo, a muzyka jest ciągle naszym hobby. Nie wiem, czy w Polsce można utrzymać się wyłącznie z uprawiania muzyki i sprzedaży płyt. Myślę o takiej muzyce, jaką uprawiamy w Totentanz, czyli muzyce rockowej. Traktujemy to bardziej jako hobby, Dlatego trzeba wstawać do pracy na siódmą rano.

Mówicie, że uprawiając taką muzykę trudno zarabiać duże pieniądze. Na waszych płytach pojawiają się mocniejsze kawałki, ale można znaleźć też kilka utworów w klimacie chociażby Jamesa Blunta.. Jak w takim razie zdefiniowalibyście gatunek muzyki, którą gracie?
Należy przede wszystkim powiedzieć, że zespół tworzy czterech ludzi, i każdy ma jakiś wpływ na ostateczny kształt tego, co gramy. Gdybyśmy mieli jednego kompozytora, zapewne łatwiej byłoby nas klasyfikować, czy szufladkować. Tak jednak nie jest i uważam to za atut. Z tego wynika bowiem uniwersalność tej muzyki i uniwersalność płyty, która zapewniła nam nominację do nagrody. Nominowani zostaliśmy w kategorii heavy metal. Na pewno nasza muzyka ma swoje korzenie w heavy metalu, z czasem jednak nasze gusty również się zmieniały i dzisiaj podobają się nam bardzo różne rzeczy. Słuchamy różnej muzyki i gramy różną muzykę.

Jak długo się znacie, skąd pomysł na wspólne granie? Jakie były początki zespołu?
Spotkaliśmy się w sali tarnowskiego Pałacu Młodzieży przy ulicy Gumniskiej. Najpierw trzech panów grało dla przyjemności, najczęściej wówczas covery. „Po drodze” okazało się jeszcze, że część ówczesnego składu nie ma zamiaru grać z nami. Zmienili się więc gitarzysta i perkusista. I tak powstał obecny skład zespołu.

W Tarnowie jesteście szeroko znani, w Polsce staliście się rozpoznawalni. Czujecie się sławni?
Nie. Chcielibyśmy przede wszystkim pozostać normalnymi ludźmi. W miejscach pracy nie opowiadamy o tym, co robimy w zespole. Nie jest naszą intencją lansować się w ten sposób. Może dlatego, że mamy już swoje lata. Nie jesteśmy nastolatkami, nie obawiamy się ataku „małpiego rozumu”. Totentanz to nie jest ekipa głupoli. Mamy za sobą sporo lat grania, wiele rzeczy nam już przeszło. Hipokryzją byłoby jednak mówić, że nie cieszymy się z sukcesów zespołu.

Oglądając zdjęcia z koncertów zobaczyć można głównie bardzo młodych widzów. Czy do takiej publiczności adresujecie przede wszystkim swoją twórczość?
Na nasze koncerty przychodzi wiele osób w różnym wieku. Rzeczywiście na jednym z ostatnich plenerowych koncertów w Tarnowie przeważali bardzo młodzi ludzie, ale graliśmy już i dla nastolatków i dla osób dwa razy starszych. Najważniejsze, że jest to publiczność nieprzypadkowa. Nie musi to być wcale bardzo liczna grupa. Wolimy sto osób, które przyszły na koncert specjalnie dla nas, o czym może świadczyć fakt, że znają teksty od tysiąca przypadkowych widzów. Zwłaszcza, że zagranie koncertu to naprawdę ciężka praca i spory wysiłek, a także finansowa inwestycja. Nie można, z szacunku dla muzyki i z szacunku dla widzów, wyjść na scenę np. ze starym sprzętem.

Niektóre z Waszych utworów pojawiają się na radiowych antenach, ale tylko niektóre. Czy przygotowując materiał na płytę opracowujecie niektóre utwory z myślą, że one będą komercyjnymi lokomotywami całości?
Ani w przypadku pierwszej płyty, ani drugiej nie mieliśmy takich pomysłów. Żadna z piosenek nie była pisana z myślą, że ona właśnie ma się lepiej od innych sprzedać. Praktycznie nie zaistnieliśmy na antenach komercyjnych stacji radiowych i pewnie długo jeszcze nie zaistniejemy. Zasada jest bowiem taka, że cały album, wszystkie piosenki musiałyby mieć jednolity popowy charakter. Jeśli na płycie jest jeden taki utwór komercyjne radio nie jest zainteresowane zespołem. Z muzyką rockową jest tak, że należy ją adresować do rockowej publiczności. Są to czasem utwory kojarzone z muzyką popową, można je więc czasem usłyszeć w radiu. Należy także pamiętać, że wersje płytowe tych piosenek są nieco łagodniejsze niż wersje koncertowe. Tak było z naszym utworem „Zawołać", który znalazł się na pierwszej płycie. Na płycie brzmi on zdecydowanie lżej, na koncertach mocniej. A poza tym zasady, jakimi kierują się stacje radiowe wybierając muzykę do emisji są czasem zupełnie nie merytoryczne. Jeśli np. utwór jest długi nigdy nie trafi na antenę. Zdarza się także, niezbyt często, że redaktorzy pytają nas, który z utworów należałoby wyemitować. Zawsze wskazujemy na „Zimny dom", utwór z ostatniej płyty, ale dlatego, że jest to utwór tytułowy, a nie dlatego, że jest lepszy od innych. „Zimny dom" grany jest obecnie w III Programie Polskiego Radia.

Wy również zagraliście koncert w radiowym studiu.
Tak, zagraliśmy koncert w Studiu im. Agnieszki Osieckiej. To wspaniałe miejsce. Byliśmy również obecni w audycji Piotra Barona w radiowej „trójce", a także w audycji „Minimax" u Piotra Kaczkowskiego. Można zatem powiedzieć, że w „trójce" Totentanz się podoba. Reasumując jednak – na to co pojawia się na radiowych antenach praktycznie nie mamy wpływu.

Wróćmy na chwilę do Tarnowa. Tutaj rozpoczynaliście i podczas każdego koncertu o Tarnowie pamiętacie. Jesteście nawet swoistym ambasadorem miasta.
Dlaczego mamy się wstydzić faktu, że jesteśmy z Tarnowa? A może właśnie dlatego, że stąd pochodzimy nasz zespół jest inny niż wszystkie kapele rockowe. Dlatego mówimy o tym podczas koncertów w największych polskich miastach. A poza tym miasto nas wspierało i nadal wspiera. Jeden z nas urodził się w Stanach Zjednoczonych, ale przeprowadził się do Tarnowa i dziś czuje się stuprocentowym tarnowianinem. On naprawde nie potrafi zrozumieć dlaczego Polacy narzekają na Polskę, dlaczego tarnowianie narzekają na Tarnów. Uważa, że jeśli komuś się tu nie podoba, to powinien wyjechać. My uważamy, że Tarnów ma ogromny potencjał. Utożsamiamy się z miastem, jego historią, ciekawymi miejscami – Góra Świętego Marcina, zaułkami starówki, kafejkami na Rynku. Gdy wychodzimy na scenę w Poznaniu, Wrocławiu, czy Warszawie czujemy ten Tarnów za sobą. - Przyjechaliśmy z Tarnowa...Chcemy być ambasadorami miasta.

Sporo mówi się na temat, oględnie mówiąc, trudnych relacji, przede wszystkim finansowych, w światku muzycznym. Czy odczuliście takie procesy na własnym organiźmie?
Nie można zakładać, że zespół, który podpisał kontrakt na wydanie płyty od razu będzie zarabiał krocie. Wydawca także jest stroną, która chce osiągnąć zysk. To musi być obopólna korzyść. Dlaczego ktoś miałby inwestować w zespół nie licząc na zyski. My trafiliśmy na naprawdę dobrego wydawcę, który nam zaufał i dał szansę. Cieszymy się, że jest do poważny wydawca i partner. Sądzę, że mieliśmy dużo szczęścia.

Uchylmhy rąbka tajemnicy. Wkrótce będziecie nie tylko muzykami, ale i recenzentami. Na portalu tarnowskieinfo.pl będziecie recenzować płyty. Czego czytelnicy mogą spodziewać się po Waszych recenzjach?
Mamy odmienne gusty muzyczne, efekt może więc być dla czytelników interesujący. Dla nas to wielkie wyzwanie – recenzować płyty. Będzie to nasz debiut w takiej roli. Wiemy, że recenzje często wzbudzają emocje słuchaczy. Mamy nadzieję, że nasze recenzje również budzić będą emocje. Wierzymy, że niektóre płyty dopiero przybliżymy słuchaczom, gdyż nie zawsze będą to albumy szeroko znane. A to dopiero jedna z kilku niespodzianek, które przygotowaliśmy dla waszych czytelników. Ale niech to pozostanie na razie tajemnicą.

Dziękuję za rozmowę.
Dziękujemy i pozdrawiamy tą drogą wszystkich naszych fanów, ludzi, którzy słuchają naszej muzyki, przychodzą na koncerty oraz czytelników portalu tarnowskieinfo. Wkrótce częściej będziemy tutaj obecni.

fot. Bartosz Bykowski



26.02.2009
Twój komentarz:
Ankieta
Moje tegoroczne wakacje spędzę:
| | | |