Nie zbudujemy wielkiej piłki w dwa tygodnie…

Ze Zbigniewem Kordelą, byłym trenerem piłkarzy „Unii” Tarnów rozmawiał Piotr Filip.

Czym Pan się obecnie zajmuje?
Nadal jestem trenerem, pracuję w Tuchowie, klubie, któremu prezesuje Gerard Kwiek.

Rozmawiamy przed meczem rozgrywanym z okazji jubileuszu „Unii” Tarnów. Czy pokusiłaby się Pan o ocenę szans swoich piłkarzy w dzisiejszym meczu?
Traktujemy go wyłącznie w kategoriach zabawy i okazji do spotkania bardziej towarzyskiego, niż sportowego. Wynik w tym przypadku nie ma znaczenia.

Ciężko było namówić Pana byłych podopiecznych, by spotkali się jeszcze raz na murawie stadionu w Mościcach?
Nie, to nie było trudne. Żałuję jednak, że nie wszyscy, którzy chcieli się z nami spotkać mieli taką możliwość. Niektórzy są jeszcze czynnymi piłkarzami lub trenerami, jak Nalepka, Prokop czy Szczepański, i grają dzisiaj mecze ligowe, inni pracują i w środku tygodnia o godzinie 16. nie mogą biegać po boisku. Na pewno byłoby nas więcej, gdyby termin był wcześniej ustalony i bardziej dogodny. Mimo to, uważam, że miło jest spotkać się po latach, z okazji jubileuszu klubu.

Jak znajduje Pan jubileuszowe obchody największego tarnowskiego klubu sportowego?
Można było, nawet należało, przygotować obchody jubileuszu z większym rozmachem. „Unia” to duży klub, mający w swoim środowisku i wielkie tradycje niemałe znaczenie. Tymczasem bogatszy program jubileuszowych obchodów przygotowały mniejsze kluby w regionie – „Wisłoka” Dębica, czy „Okocimski” Brzesko. Będę uczestniczył w jubileuszu siedemdziesięciopięcio lecia „Okocimskiego”, wiem, że uroczystości odbędą się w sobotę, całe miasto będzie bawić się w parku, z udziałem sportowców, zespołów muzycznych, kabaretów.

Jak ocenia Pan obecną drużynę „Unii”. Czy ci zawodnicy mogą w bliskiej przyszłości nawiązać do tradycji, które Pan współtworzył i wyników, które osiągała Pana zespół?
Będzie to bardzo trudne. Możemy mówić wręcz o psuciu piłki nożnej w Mościcach w ostatnich latach, i nie należy spodziewać szybko sukcesów. Chyba, że pojawią się duże nakłady finansowe. Budowa dobrej drużyny piłkarskiej trwa latami, rozpoczyna się tę pracę już z juniorami. Nikt nie nauczy się grać w piłkę nożną w dwa tygodnie. Tymczasem w „Unii” po zapaściach finansowych, spadku najpierw z drugiej, potem z trzeciej ligi najlepsi zawodnicy odeszli z klubu. Wielka szkoda, że obecnemu zespołowi nie udało się w tym roku awansować. Wszyscy, i zawodnicy i działacze, mieliby motywację, by się sprawami piłki poważniej zająć. Tymczasem na razie jest w „Unii” pod tym względem trochę nijako. Życzę oczywiście „Unii”, by grała jak najlepiej, obawiam się jednak, że w przypadku kolejnych kłopotów finansowych najlepsi piłkarze bez żadnych sentymentów odejdą z klubu. Nie będzie pieniędzy – nie będzie wyników – nie będzie wyników, nikt nie da pieniędzy i znowu znajdziemy się w błędnym kole.

Przed 10 laty drużyna „Unii” spadła z drugiej ligi. Obecnie wiele mówi się, że polska piłka od lat jest mocno skorumpowana. Czy można dziś mówić o tym, że te dwie rzeczy mają jakiś związek?

O korupcji w piłce powiem tyle, że najwięcej o walce z nią i własnej uczciwości opowiadają ludzie, którzy nigdy w sporcie nie pracowali. Wracając do sytuacji sprzed lat można domyślać się, że bywało różnie. Dlatego tak często drużyny, które awansowały do wyższych klas rozgrywkowych szybko z nich spadały. Nie twierdzę, że wynikało to wyłącznie z układów korupcyjno – finansowych, ale zasiedziali w poszczególnych klasach rozgrywkowych czuli się lepiej w swoim gronie. Dlatego zespoły zagrożone spadkiem poszukiwały trenerów doświadczonych, takich, których wszyscy znali, i którzy sami znali wszystkich. Tym większym zaskoczeniem była w tamtym czasie nasza postawa w drugiej lidze. „Unia” nie tylko utrzymała się na tym szczeblu rozgrywek, ale nawet przebiła się do czołówki. Pamiętam takich, którzy twierdzili, że „normalnym” trybem jest to niemożliwe.

- Dziękuję za rozmowę
09.10.2008
Twój komentarz:
Ankieta
Moje tegoroczne wakacje spędzę:
| | | |