Święto miłości i rozpasania

Czary, wróżby, tajemnicze znaki - tego wszystkiego można się spodziewać w najkrótszą noc w roku. Jest to bowiem zaczarowana noc, obchodzona dawniej wśród Słowian jako święto ognia i wody. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia i zanurzaniem się w wodzie.Noc Świętojańska to czas magiczny. Święto miłości i rozpasania. To jedna, jedyna noc, podczas której zakwita biały kwiat paproci....

Etnografowie do dzisiaj sprzeczają się o to, skąd tak naprawdę wzięło się to święto. Wiele z jego obrzędów ma niewątpliwie korzenie w starożytnej Grecji. Tam, podczas najdłuższego dnia obchodzono święto zwane hydrophorie - święto noszenia wody. Kobiety oczyszczały wówczas wodę w źródłach ozdabiając je wieńcami lub wrzucając wieńce do rzek. Po zachodzie słońca rozpalano ogromne ogniska tańcząc przy nich i śpiewając.
"Mitologia Słowiańska" opisuje sobótki na Rusi jako pozostałość po uroczystościach na cześć bogini Soboty, patronki ziół uzdrawiających. To na jej cześć palono ognie rzucając w nie pęki ziół, przepędzano przez ogniska trzody aby je uchronić przed zarazą, a młodzież tańczyła dookoła ognisk.
Tą noc nazywano także nocą Kupały co jedni wiązali z Kupałą - starosłowiańskim bóstwem, inni zaś z obrzędowym kąpaniem się.

Niezależnie jednak od pochodzenia była to zawsze noc wyjątkowa - pełna ognia, zabaw, śmiechów i śpiewów. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa Kościół postanowił włączyć sobótkę do kalendarza kościelnego, a jej patronem uczynił świętego Jana Chrzciciela (noc świętojańska). Nadanie chrześcijańskiego charakteru staremu świętu miało powstrzymać zabobony i pogańskie praktyki. Kapłani apelując do uczuć religijnych próbowali zamiast hucznych zabaw urządzać procesje ze świecami. Potępiali obrzędy w kazaniach, nie dawali rozgrzeszenia i grozili ogniem piekielnym każdemu, kto brał udział w zabawach tej nocy, która sama zresztą płonąca i wrzaskliwa piekło przypominała. Do walki tej włączyła się obok księży także szlachta i magnaci. O sobótkę sprzeczali się również pisarze i poeci poświęcając jej swoje utwory. Krytykował więc sobótkę Mikołaj Rej w "Postylli Pańskiej" i siedemnastowieczny poeta Kasper Twardowski. Ale byli też obrońcy tego słowiańskiego święta, a należał do nich m.in. Jan Kochanowski.

Sobótka znana jest od dawien dawna we wszystkich krajach Europy i gdzieniegdzie poza nią. A wszędzie była nocą nie tylko zabaw , lecz i odprawiania wróżb i różnych innych zabobonnych abrakadabra.
Czesi, podobnie jak Polacy, przepasywali się wieńcami z bylicy i skakali przez ognisko, co miało obronić ich przed duchami, żyjącymi wiedźmami i wszelkim nieszczęściem, z bólami krzyża włącznie. Wierzyli również, że popiół z ogniska, wystudzony i rozsypany na dachu, chroni domostwo od pożaru, zasuszony wianek z bylicy stanowi niezawodny lek dla bydła, a dym ze świętego ogniska zaostrza wzrok, "jeśli się dobrze wgryzie w wyropężone oczy". .

Węgrzy uważali, że ogień św. Jana chroni bydło przed wiedźmami i że kto nie przyjdzie na sobótkową zabawę, będzie miał dużo ostu w jęczmieniu i chwastów w owsie.
Serbowie po skończonej sobótce zapalali od dogasającego ogniska pochodnie z kory brzozowej i obchodzili z nimi zagrody dla wykurzenia złych duchów i wszelkich uroków.
W Danii i Norwegii palono ogniska na rozstajnych drogach, gdzie, jak wierzono, zwykle spotykają się wiedźmy ze swymi ukochanymi diabłami. W Szwecji wigilia św. Jana była jednocześnie świętem ognia i wody, więc ogniska palono nad brzegami jezior i rzek, co sprawiało, że woda nabierała właściwości leczniczych. Szczególnie "krostawi i parchaci" po zanurzeniu się w niej wychodzili gładcy jak piskorze. W Rosji skoki przez ogień odbywały się parami, a właściwie we troje, bo para "mająca się ku sobie" niosła na ramionach figurę Kupały. Gdy figura ta fiknęła w ogień, wróżyła koniec miłości. W Grecji przez ognisko skakały najpierw dziewczęta wołając: "Pozostawiam za sobą moje grzechy". Dopiero za nimi ponad ogniem i płonącymi w nim grzechami dawali susy młodzieniaszkowie. Na Lesbos skakano przez ogień z kamieniem na głowie, aby głowa była twarda, mądra i zdrowa jak kamień. Kto skakał bez tego obciążenia, ujawniał się jako głupek albo kandydat na wariata.

Palenie ognisk w noc przesilenia letniego praktykowano było również przez ludy mahometańskie Afryki Północnej. Jednym z najbardziej znanych zwyczajów Nocy Świętojańskiej jest puszczanie wianków. Puszczanie wianków na wodę to wróżba dla panien i kawalerów, ponieważ dotyczy zamążpójścia i wyczekiwanej miłości. Każda dziewczyna plotła wianek z trzech gałązek bylicy i wkładała do środka zapaloną świeczkę. Należało potem puścić wianek z nurtem rzeki i obserwować jego tor dryfowania. Panny przechadzały się wzdłuż brzegu rzeki, a kawalerowie wskakiwali do rzeki i wyławiali je. Który zebrał najwięcej wianków, temu sprzyjało większe szczęście w miłości. Jeżeli chłopak nie wyłowił żadnego wianka, samotnie czekać musiał do przyszłego roku. Jeżeli wianek nie został przez nikogo wyłowiony, panna była skazana na staropanieństwo. Jeśli wianek utkwił w zaroślach, wróżyło to nieślubne dziecko w tym roku. Najgorszą jednak wróżbą było zatonięcie wianka.

Jeszcze w połowie XIX stulecia noc świętojańska płonęła sobótkowymi ogniskami, rozbrzmiewała muzyką i śpiewem. Ale z czasem cichła coraz bardziej, przygasała tłamszona przepisami przeciwpożarowymi, aż odeszła w niepamięć, od czasu do czasu wracając jedynie w jakichś dziwacznych formach.
26.06.2009
Komentarze:
KennethVek: 13.09.2017
wh0cd5322682
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |