Nie ma biednych krajów, są tylko źle zarządzane

 z posłem Michałem Wojtkiewiczem rozmawiał Piotr Filip

 

Dobiegł końca rok 2015, który okazał się rokiem wielkich zmian w polskiej polityce. Słychać opinie, że takiej „rewolucji” w naszym życiu publicznym nie było od roku 1989. Czy pan się zgadza z tym twierdzeniem?

Tak. Zarówno wybór prezydenta, co dla wielu było dużym zaskoczeniem, jak i wynik wyborów parlamentarnych upoważniają do takiego twierdzenia. Pierwszym sygnałem, że Polacy chcą dużych i radykalnych zmian, był wybór Andrzeja Dudy. Z kolei wyniki wyborów do Sejmu i Senatu nie tylko potwierdziły tę tendencję, ale oznaczały, że Prawo i Sprawiedliwość otrzymało zielone światło, by takie zmiany przeprowadzić. Nasza rola w tej chwili polega na tym, aby te oczekiwania spełnić. Dlatego właśnie przeprowadzamy zmiany, czasem nawet radykalne, bo od samego mieszania herbata nie stanie się słodsza.

Nie wszyscy jednak przyjmują wasze działania z aprobatą.

Można odnieść wrażenie, że jest dużo szumu, ale to jest normalne. Tak jest zawsze, gdy jedna ekipa odchodzi, a druga wchodzi na jej miejsce. Osobiście oceniam proces przejmowania władzy pozytywnie i uważam, że działamy sprawnie.

Wróćmy jeszcze na chwile do wyników wyborów. Co pańskim zdaniem spowodowało, że Polacy tak gremialnie opowiedzieli się za zmianą, a przeciw koalicji, która sprawowała władzę?

Kiedy mówię, że od samego mieszania herbata nie staje się słodsza, mam na myśli również to, co działo się w ciągu ostatnich lat. Biura poselskie to swoiste konfesjonały, ludzie przychodzą tutaj ze swoimi problemami i nadzieją na pomoc. Stąd większość z nas wie, co przeszkadza i najbardziej denerwuje Polaków – nazwałbym to ogólną bezsilnością państwa i władzy. Najwięcej spraw dotyczy kłopotów z wymiarem sprawiedliwości, przewlekłością procesów sądowych, źle działającymi procedurami. Ludzie szukają także pracy i nie mogą jej znaleźć. Bezrobocie to wielki i niebezpieczny problem społeczny, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. A równocześnie wiadomo, że duże sumy pieniędzy są z Polski transferowane, nie mogą więc przełożyć się na żadne efekty w kwestii liczby miejsc pracy czy większych dochodów polskich rodzin. Bogacą się dzięki temu niektóre kraje Unii Europejskiej i bankierzy. Całe szczęście, że nie weszliśmy do strefy euro. Faktem jest niekontrolowany wypływ pieniędzy z Polski.

Wiele osób nie musi znać szczegółów relacji międzynarodowych, ale ma poczucie, że coś tu nie działa. Dużo pracujemy, a efektów tego nie widać w portfelach. Dlatego jedną z pierwszych decyzji rządu było opodatkowanie banków.Kolejna sprawa to uszczelnienie systemu podatkowego. Nie może być tak, że im kto bogatszy, tym łatwiej mu uniknąć płacenia podatków. Nie ma państw biednych, są tylko źle zarządzane. Polacy powiedzieli takim praktykom – stop, dziękujemy.  A Unia Europejska i jej organy niech przestaną nas uszczęśliwiać swoimi przepisami i pouczeniami. Co wcale jednak nie znaczy, że nie powinniśmy być członkiem Unii Europejskiej. Niczego takiego nie chcę powiedzieć.

Rozumiem, że podoba się panu również projekt płacenia 500 złotych na dziecko?

Uważam, że to jedna z lepszych inwestycji. Może nie da ona natychmiastowych,  widocznych efektów, ale w dłuższej perspektywie na pewno okaże się korzystna dla państwa. Tak samo jak inwestować należy w rozwój nauki i w polski przemysł.

A jak pan, przez wiele lat związany z samorządami, ocenia obecną sytuację  lokalnych samorządów?

Niektóre samorządy mają kłopoty, bo przeinwestowały, realizując inwestycje nie zawsze potrzebne i przynoszące dochody. Mnóstwo pieniędzy wydano w ostatnich latach na pomoc bezrobotnym, a efekty często są mizerne. Inwestuje się w odnawialne źródła energii, ale czy to naprawdę są rzeczy najbardziej w tej chwili potrzebne Polakom? Natomiast sam fakt, że samorządy lokalne są zadłużone, nie jest niebezpieczny. W wielu miejscach bardzo dużo za te pieniądze i kredyty zrobiono. Gmina, która wcale nie ma długów, to gmina, w której niewiele się dzieje, a to też nie jest dobry sygnał. Niekorzystny jest natomiast rozrost administracji. Kiedy ja pracowałem w samorządzie urzędników było dużo mniej. Przerost administracji i głupich przepisów to jeden z elementów krępujących pracę samorządów.

Panowie, będąc w opozycji, często podkreślali, że władza centralna traktuje Małopolskę po macoszemu. Czy wraz z nową władzą i nowym budżetem mieszkańcy mogą liczyć, że i w tej kwestii coś się zmieni?

Mam nadzieję. Z taką nadzieją wszyscy wchodzimy i w nowy rok i w nową kadencję. Mamy wizję równomiernego rozwoju kraju, przeniesienia niektórych instytucji poza Warszawę. Wiem, że wielu mieszkańców ma poczucie degradacji Tarnowa w ostatnich latach. Dobrze, że doczekaliśmy się wreszcie autostrady, ale w samym Tarnowie potrzeba jeszcze wielu skutecznych rozwiązań. Inwestorzy wybierają Wojnicz i tamtejszy park przemysłowy, a nie tarnowski klaster. Ze szczebla centralnego możemy pomóc i będziemy pomagać w kwestii szybkiej kolei, modernizacji drogi w kierunku Warszawy. Tak widzę rolę posłów, ale posłowie nie wyręczą samorządów. Nie tylko w przypadku Tarnowa, ale i innych miast, czy gmin.

Dziękuję za rozmowę

11.01.2016
Twój komentarz:
Ankieta
Czy popierasz projekt dwukadencyjności władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w samorządach lokalnych
| | | |