"Bobok" - artysta znękany

Kiedy złe mary nękają człowieka nie ma powodów do radości, kiedy złe mary nękają pisarza sprawa jest jeszcze poważniejsza, a gdy pisarz nie jest specjalnie wysokich lotów zaczyna się dramat, a raczej komediodramat. Fiodor Dostojewski skądś o tym wiedział, a aktorzy z Poznania brawurowo zaprezentowali na tarnowskiej scenie męki twórcze niespełnionego literata.

Oglądając „Bokoka” w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego w Poznaniu zastanawiałem się, jak zostanie on przyjęty przez festiwalową publiczność. To przedstawienie można albo „kupić” w całości, w takim kształcie, w jakim zostało przygotowane, albo uznać za nużące i nieciekawe, a przede wszystkim mało śmieszne.
Opowieść o pisarzu, przekonanym, iż przeciwko niemu właśnie sprzysiągł się cały niemal świat, co wyraża się jak zwykle w fakcie, że nie chcą publikować jego utworów powinna być i śmieszna i straszna. Dlatego w poznańskim przedstawieniu młody pisarz widzi się nagle w trzech osobach (wspierają go sobowtór i ożywiony portret) i ląduje w świecie przypominającym nieco (przepraszam Fiodora Dostojewskiego) klimaty rodem z „Rodziny Adamsów”.
Atutem poznańskiego przedstawienia jest na pewno aktorstwo, docenione zresztą podczas licznych imprez i festiwali. Łukasz Chrząszcz, grający główną rolę Iwana Iwanowicza, otrzymał za nią nagrody podczas XXV Festiwalu Szkół Teatralnych, jest także laureatem „Złotej Maski”, nagrody łódzkich recenzentów.
29.09.2008
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |