Ks. Janusz Królikowski "Dictum Acerbum" - Duch Święty nadzieją jedności

Chrześcijanie, chociaż nie są zjednoczeni, są zgodni w tym, że należy wspólnie prosić Pana Jezusa, aby potwierdzić stopień zjednoczenia, którzy osiągnęli między sobą zwłaszcza w ciągu minionego stulecia, i dalej konsekwentnie dążyć do tej doskonałej jedności, o którą On prosił Ojca dla wierzących w Niego. Gdy jednak mówimy o jedności należy stale mieć na względzie, że to Duch Święty jest „Duchem jedności”, którego św. Paweł przywołuje wraz z łaską Pana Jezusa i miłością Ojca (por. 2 Kor 13, 13).

Powołanie się na Ducha jedności jest świadectwem, że chrześcijanie są już we wspólnocie bardzo określonej wiary. Chociaż objawienie Trójcy Przenajświętszej jest już ewidentne w Ewangeliach św. Mateusza i św. Jana, trzeba było jej jeszcze bronić przeciw macedonianom na I Soborze Konstantynopolitańskim w 381 r.

W naszych czasach, gdy wielu ludzi kwestionuje istnienie Boga a wielu innych o Nim zapomina, jest umacniający fakt, że chrześcijanie razem świadczą o swojej wierze w trzecią osobę Trójcy Świętej. Wystarczy pomyśleć o tym wszystkim, co ten fakt zakłada. Nie chodzi tylko o wiarę w Boga Stwórcę, do czego można dojść samym rozumem, ale o uznanie Boga jako dobroci, która nas kocha, szczęśliwej doskonałości, w której imiona osób pozwalają zobaczyć niewymowne życie, z nieskończonością płodności w Ojcu, prawdy w Synu, miłości w Duchu Świętym. Ponieważ Słowo stało się ciałem, ten, kto wierzy w Trójcę, wierzy także w boskość Jezusa Chrystusa. To cenne dziedzictwo wiary zostało zachowane przez wspólnoty chrześcijańskie i stanowi podstawę ekumenizmu. Nie przeszkodziło podziałom, ale sprawia, że można je uleczyć i pozostaje jakby potężnym słońcem, które przyciąga do siebie to wszystko, co należy do jego naturalnego pola grawitacji.

Modląc się o jedność, jesteśmy wspólnotą w Duchu Świętym, to znaczy dogłębnie uznajemy, że to On natchnie nasze myśli i nasze uczucia, pobudzając nas do wzywania Ojca; On wzbudzi szczere westchnienia, aby pragnienie jedności wydawało owoce; On umocni uczucia braterstwa, którego nam udzielił, oraz uzdolni nas do pomagania sobie darami chrześcijańskimi, które każdy posiada.

Ponieważ jest Duchem Syna, jak jest Duchem Ojca, natchnie nas myślą i wolą Syna. On napełnił duszę Chrystusa w czasie Ostatniej Wieczerzy, stając się natchnieniem pierwszej modlitwy o jedność, która tam wymownie zabrzmiała. My modlimy się w tym samym Duchu, ponieważ modlimy się o tę jedność, której dla Kościoła pragnął Chrystus. Ta formuła może być przyjęta przez wszystkich chrześcijan, chociaż wola Chrystusa nie przez wszystkich jest interpretowana w taki sam sposób. Katolicy odwołują się do II Soboru Watykańskiego. Jeśli chodzi o środki, które wspierają jedność, niektóre są znane i stosowane przez wszystkich, jak modlitwa, miłość, poznanie, dialog, współpraca. Paraklet doradza ich dobre użycie i zapewne podpowie jeszcze inne środki oraz wskaże jeszcze nowe sposoby dążenia do jedności.

Ekumenizm niewątpliwie potrzebuje dzisiaj nowego zapału. Z jednej strony jest prawdą, że rozwój ma miejsce na poziomie kierowniczym: prowadzi się dialogi, rozszerza się współpraca, wskazuje na wielkie perspektywy itd. Jednak z drugiej strony zdaje się pomniejszać ogólne zainteresowanie ekumenizmem. Teraz, gdy pogłębiły się braterskie relacje między różnymi wspólnotami, budzi się wielka pokusa zebrania owoców tego faktu, mogąca być nawet uzasadniona, ale nie jest ona kompletna. Inni szukają skrótów, które polegają albo na obniżeniu pierwotnego ideału ruchu ekumenicznego, którym jest jedność w tej samej wierze, albo zachowywaniu się tak, jakby cel został osiągnięty i jakby jedność już istniała, nie uwzględniając różnic i nie widząc barier.

Trzeba przezwyciężyć zarówno zniechęcenie jak i łatwowierność. Trzeba zapalić entuzjazm do ideału jedności, której chce Chrystus i podjąć z determinacją trudności, które będą istniały dotąd, dopóki cel nie zostanie osiągnięty.

Chodzi o jedność, której chce Chrystus, a nie jedność śnioną przez ludzi, często wzorowaną na jedności poszukiwanej w społecznościach świeckich, które kierują się zasadą jakiegoś „dogadania się” przez większość. Chodzi o jedność, którą ukażą nam studium, cierpienie i modlitwa, a przede wszystkim łaska Ducha Świętego; to będzie jedność zgodna z wolą Chrystusa. Kościół katolicki podjął na II Soborze Watykańskim wysiłek na ogół uznawany przez inne wspólnoty chrześcijańskie, zmierzający do tego, aby upodabniać się coraz bardziej, patrząc w zwierciadło Ewangelii, do ideału wyznaczonego przez Jezusa Chrystusa, oraz na ile mógł, bez pomniejszania wierności w stosunku do swojego Założyciela, zbliżył się w wielu rzeczach i wielu postawach do braci. Ma więc prawo spodziewać się, że inni będą go naśladować, że będą szukali woli Chrystusa i nie będą obawiać się podjęcia działań, aby poddać się tej woli.

Warto przytoczyć odważne słowa powiedziane kiedyś przez Kenta Knutzena wobec Zgromadzenia Światowej Rady Luterańskiej. Zalecał swoim słuchaczom naśladowanie Kościoła katolickiego w dążeniu do jedności: „Luteranie muszą odpowiedzieć na wymagania, które narzucają wydarzenia II Soboru Watykańskiego. Nie zobaczyłem jeszcze między nami dynamicznej odnowy, którą widzimy wśród katolików. Nie mam pewności, że czujemy się zobowiązani przez cel zjednoczenia”. Nadeszła godzina uznania, mimo osiągnięcia już zdumiewających wyników w zbliżeniu chrześcijan, istnienia zasadniczych różnic i zaczęcia zdecydowanego ich przekraczania. Wola osiągnięcia jedności, której chce Chrystus, to jest to, o co każdy chrześcijanin powinien prosić, modląc się o jedność chrześcijan.

Czas, jaki będzie potrzebny, by to osiągnąć, zależy od łaski, która zostanie nam udzielona i od naszej wierności w odpowiedzi, którą na tę łaskę udzielimy. Jeden z najbardziej zasłużonych ekumenistów XX wieku, kard. Willebrands, w duchu entuzjazmu ekumenicznego wzbudzonego przez II Sobór Watykański mówił: „Wolno mieć nadzieję, że dialog teologiczny i współpraca praktyczna doprowadzą nas, z pomocą łaski Bożej i z działaniem Ducha Świętego, w dłuższym lub krótszym okresie czasu – który mógłby wynosić pięć lub dziesięć lat zależnie do różnic relacji, jakie istnieją między Kościołem katolickim i Kościołami lub wspólnotami chrześcijańskimi niekatolickimi – do zgodności odnośnie do istotnych prawd wiary i konsekwencji, które z nich wynikają”. Dzisiaj wiemy, że była to wypowiedź zbyt optymistyczna, bo takiej zgodności jeszcze nie osiągnięto. Ważniejsze jest jednak to, co w tej samej wypowiedzi kardynał dodał: „Jest jasne, że dialog między Kościołami nie może trwać w nieskończoność”. Dialog nie jest i nie może być sztuką dla sztuki, musi zmierzać do jakiegoś końca.

Obecnie zachodzi więc pilna potrzeba modlitwy, aby praca teologów została pobłogosławiona przez Pana, a także aby osiągnięta zgodność została przyjęta przez Kościoły. Zauważmy następnie, że dla doskonałej jedności, o której mówimy, pełnej jedności organicznej, nie wystarczy zgodność odnośnie do głównych prawd, ale będzie musiała się ona rozciągnąć na wszystkie prawdy, które Kościół katolicki uznaje za objawione przez Boga. Do tego wszystkiego potrzeba nowych interwencji Ducha Świętego – Ducha jedności, a więc potrzeba także nieustannej modlitwy.

19.01.2010
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |