W zdrowym ciele zdrowe ciele...

...tak mawiała moja ukochana nauczycielka języka polskiego w zamierzchłych czasach liceum. Mawiała tak dosyć często, bo i okazji do tego dostarczaliśmy jej sporo. Dzisiaj moje liceum zaczyna ginąć w mgle przeszłości, ale powiedzenie pani profesor - wręcz przeciwnie. Przy dzisiejszych młodych ludziach odmłodniało i - jak to ciele - rozbrykało się na dobre.
Z dnia na dzień i z roku na rok nabiera wyrazistości i zawsze jest na czasie.
Przypomina mi się zawsze, gdy patrzę na śliczne, młode dziewczyny, których buzie ukryte są skrzętnie pod warstwą fluidów, pudru, podkładu i nie wiem czego tam jeszcze. Ciśnie mi się na usta, gdy dziewczę ważące tyle, co dobry wróbel mówi o odchudzaniu. Chce mi się go krzyczeć, gdy młody chłopak łyka jakieś świństwo i maszeruje na siłownię, żeby sobie coś tam wyrzeźbić. Piękne, zdrowe, zgrabne, wysportowane młode ciała skrywają niestety i w większości bezmyślne cielęta idące bez odrobiny namysłu za reklamą, za modą, za trendami, za tym co jest akurat cool. Wszystko można im wcisnąć i do wszystkiego namówić.
Oczywiście, że młodość ma swoje prawa. Tak samo jak miała kiedyś i jak będzie miała w przyszłości. W te prawa wpisuje się również prawo do głupoty, bo głupota nierozerwalnie związana jest z młodością i to jest urocze. Ale chciałoby się jednak, aby mimo wszystko zachodził jakiś elementarny proces myślowy. Żeby ta urocza bezmyślność była stanem przejściowym, szybciej czy wolniej zanikającym. Tymczasem ze zgrozą stwierdzam, że u niektórych osobników głupota ewoluuje wraz z wiekiem. Często trudno doszukać się choćby odrobiny samodzielnego myślenia, o posiadaniu takiego drobiazgu jak własne zdanie nie wspominając. Zdarzają się na szczęście perełki lejące balsam na skołatane serce. Młodzi, którzy też mają zielono w głowie, ale mają też sprecyzowane jakieś cele, mają jakieś opinie, plany, hierarchie i priorytety. Robią błędy, ale wyciągają z nich wnioski. Miło z nimi porozmawiać i miło się pokłócić. Są w tym wszystkim jeszcze nieudolni, niedojrzali, miotają się, ale o coś im chodzi. Większości jednak nie chodzi o nic. Żyją tym, co dzisiaj, nie mają zdania na żaden temat, brakuje im tego wszystkiego, co oprócz głupoty zwykle towarzyszyło młodości - zacietrzewienia, uporu, zapalczywości, własnego "ja". Wszystko w nich jest rozmyte, bezkształtne, bezideowe. Jeden wielki "tumiwisizm".
Zdrowe cielęta w zdrowych ciałach zalewają ulice, puby, parki i plaże. Żadnej indywidualności, żadnego "charakteru", wszystkie takie same, mówiące takim samym, koszmarnym językiem, tak samo wyglądające i zachowujące się. Niemal jak klony. Rywalizują tylko w jednym - w osiąganiu coraz wyższego stanu cielęctwa.

03.06.2010
Twój komentarz:
Ankieta
Czy popierasz projekt dwukadencyjności władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w samorządach lokalnych
| | | |