Łowczówek - Legionowa Wigilia w okopach

21 grudnia 1914 roku Rosjanie, wychodząc z Tarnowa, siłami XXI Korpusu uderzyli pomiędzy Pleśną a Łowczowem, gdzie stykały się dwie armie austriackie – 3 armia dowodzona przez generała Boroevicia i 4 armia arcyksięcia Józefa Ferdynanda. Po przerwaniu linii frontu wycofującym się Austriakom groziło wtargnięcie Rosjan na tyły ich armii. Zadanie powstrzymania nieprzyjaciela powierzono I Brygadzie Legionów Polskich.

 

Legioniści przebywali w tym czasie w Nowym Sączu, odpoczywając po walkach pod Limanową. Tam planowano spędzić święta Bożego Narodzenia. Pod nieobecność przebywającego w Wiedniu Józefa Piłsudskiego brygadą dowodził Kazimierz Sosnkowski, wówczas w stopniu podpułkownika.

Przedświąteczny nastrój przerwał 20 grudnia wczesnym popołudniem rozkaz natychmiastowego wymarszu na front. Trzy godziny później żołnierze  rozpoczęli marsz przez Zakliczyn na Tarnów. 22 grudnia o godzinie 5.30. wymaszerowano z Zakliczyna. Około 15.00 na linię frontu dotarło 1600 legionistów, żołnierzy 1 i 5 pułku, przy czym ten drugi znajdował się jeszcze wówczas właściwie w fazie organizacji.

Sztab austriackiej grupy operacyjnej znajdował się w karczmie w przysiółku „Brzezie” w Lichwinie.

Nieznany teren, w którym trzeba było poruszać się często w ciemnościach, mgła, brak wsparcia i znaczne rozprzężenie wśród wojsk austriackich oraz sprzeczne rozkazy austriackich dowódców - z takimi wyzwaniami musieli mierzyć się młodzi polscy żołnierze.

Zadanie Brygady obejmowało odbicie zajętych przez Rosjan wzgórz 360 w Łowczówku i 343 w Łowczowie. Kazimierz Sosnkowski ze swoim sztabem zajął jedną z chałup Meszny Opackiej. 1 pułk Edwarda Rydza „Śmigłego” z marszu zaatakował Rosjan na jednym ze zdobytych przez nich wzgórz w Łowczówku. Walcząc na bagnety i kolby karabinów, Polacy po trzech godzinach walk zepchnęli nieprzyjaciela z zajmowanych stanowisk.

Pułk  „Śmigłego” składał się z trzech batalionów dowodzonych przez Kazimierza Kubę-Bojarskiego, Kazimierza Herwina-Piątka oraz Stanisława Burchardta-Bukackiego.

Największe straty w tej fazie bitwy poniosła 1 kompania II batalionu, w której ranni zostali wszyscy oficerowie, Dowodzeni przez sierżanta Tadeusza Zieleniewskiego „Kalinę” żołnierze kompanii zajęli pierwszą linię okopów rosyjskich i uderzyli na znajdująca się w bliskiej odległości drugą linię. Szybkość polskiego natarcia sprawiła, że Rosjanie nie zorientowali się z jak niewielkimi siłami walczą. W wyniku paniki zaczęli uciekać i poddawać się. Kolejne linie pozycji rosyjskich zajmował także trzeci  batalion. Wysłany za cofającym się nieprzyjacielem ośmioosobowy patrol wziął do niewoli sztab rosyjskiego 132 benderowskiego pułku piechoty, za co jego dowódca, Gustaw Świderski, odznaczony został krzyżem Virtuti Militari.

Kazimierz Sosnkowski postanowił pozostawić 1 pułk na zajętych pozycjach, a nocą z 22 na 23 grudnia, wzmocnić go posiłkami z 18 pułku piechoty. Przygotowano również oddziały do szybkiej interwencji w przypadku przełamania frontu przez Rosjan.

Działania 5 pułku, dowodzonego przez Mieczysława Neugebauera, ps. „Norwid”, zostały 22 grudnia wstrzymane do rana dnia następnego ze względu na panujące ciemności i nieznajomość terenu przez żołnierzy ostrzeliwanych z karabinów maszynowych. Część legionistów „Norwida” wieczorem 22 grudnia cofnęła się na kwatery do Lichwina. Do bitwy wkroczyli następnego dnia o świcie. 5 pułk, pod osłoną artylerii, zepchnął Rosjan z kolejnego wzgórza w Łowczowie i dotarł do rzeki Białej.

Dowódcy rosyjscy, licząc na przewagę liczebną i posiadane odwody, nie zamierzali jednak oddawać terenu. Ogień artylerii pozbawił broniących się Polaków łączności i komunikacji. Pułki polskie znajdowały się daleko z przodu w porównaniu z pozostałymi oddziałami austro – węgierskimi, co powodowało dodatkowe niebezpieczeństwo. Część oddziałów austriackich bez uprzedzenia opuściła pozycje, co jeszcze bardzie skomplikowało sytuację polskiej brygady. Tymczasem w rejonie Pleśnej koncentrowały się nowe oddziały rosyjskie, gotowe do generalnego szturmu na polskie pozycje. Legioniści z coraz większym trudem odpierali kolejne kontrataki. Zaczynało brakować amunicji i żywności. Nie było możliwości odesłania na tyły wszystkich rannych i poległych. Żołnierze strzelali z rosyjskich karabinów, zdobytych poprzedniego dnia. Sosnkowski skierował do walki ostatnie odwody, żołnierzy pełniących służbę w taborach, kuchniach i kancelariach. 23 grudnia poległ m.in. dowódca 1 batalionu, kapitan Kazimierz Bojarski „Kuba”, uczestnik akcji pod Bezdanami. Bohaterskiego dowódcę odznaczono pośmiertnie, w roku 1922, Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Do wieczora legioniści utrzymali wszystkie zdobyte pozycje, uzyskano także wzmocnienia złożone z żołnierzy jednostek austriackich i węgierskich. Walczono również nocą z 23 na 24 grudnia. Ta noc była jednak spokojniejsza od poprzedniej, choć odległość między siłami obydwu stron wynosiła 30-50 metrów. Spokojniejsze godziny wykorzystywano także na pomoc rannym.

Najcięższe walki toczyły się natomiast w dzień Wigilii Bożego Narodzenia i kolejną noc. Rosjanie zaatakowali 24 grudnia w południe i stopniowo uzyskiwali przewagę.Dzielnie broniące się oddziały węgierskie zostały zmuszone do odwrotu w sytuacji przygniatającej przewagi liczebnej Rosjan. Front utrzymano dzięki błyskawicznemu skierowaniu do walki kilku kompanii piechoty austro-węgierskiej. Walki nieco  osłabły po godzinie 15.00. Wówczas jednak doszło do niewyjaśnionej nigdy pomyłki lub błędu dowództwa austriackiego. Próba przegrupowania sił i zajęcia nowych pozycji sprawiła, że 24 grudnia wieczorem do polskiej Brygady dotarł rozkaz wycofania się. Dopiero kiedy został wykonany okazało się, że zaszło nieporozumienie i musiano ponownie zdobywać pozycje zajęte tymczasem przez Rosjan, ponosząc przy tym spore straty.

W Boże Narodzenie do południa toczono, głównie na bagnety, walki pomiędzy patrolami. Pozycje Brygady okazały się nie do utrzymania gdy Rosjanie zaatakowali w rejonie Tuchowa wzdłuż drogi do Gromnika. Odwrót oddziałów austriackich zagroził okrążeniem broniących się pod Łowczówkiem Polaków.

Wreszcie 25 grudnia po południu, około 16.00, przyszedł rozkaz wycofania się. Jako ostatni wycofywał się batalion kapitana Berbeckiego, do którego nie dotarł rozkaz o odwrocie. Wysłany z tym rozkazem patrol dostał się do niewoli.

Wysunięta daleko przed linie austriackie, przez co cały czas atakowana z trzech stron, Brygada rozpoczęła odwrót przez Lichwin i Wróblowice, gdzie zorganizowano nocleg. Rano żołnierze zjedli śniadanie, ale do wieczora pozostali we Wróblowicach. Około godziny 20.00 wyruszyli do Zakliczyna, gdzie spędzili kolejną noc. 27 grudnia rano kontynuowano marsz w kierunku Lipnicy Górnej, gdzie legioniści dotarli po południu.

W trakcie bitwy zginęło 128 żołnierzy legionów, w tym 38 oficerów. 342 legionistów zostało rannych, kilkunastu dostało się do niewoli. Odparto jednak kilkanaście kontrataków rosyjskich, wzięto do niewoli ponad 600 jeńców, w tym 18 oficerów.

Wziętych do niewoli polskich żołnierzy Rosjanie potraktowali w miarę łagodnie. Legionistów pochodzących z terenu Galicji zwolniono. Podporucznika Stanisława Kaszubskiego, urodzonego w Warszawie, potraktowano jednak jako carskiego poddanego, postawiono przed sądem polowym, skazano na śmierć i powieszono w lutym 1915 roku na rynku w Pilźnie. Był on ostatnią ofiarą bitwy pod Łowczówkiem. Po zakończeniu wojny pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari.

06.04.2011
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |