Tarnowskie kronki (1) - Wyzwolenie Tarnowa spod okupacji rosyjskiej - maj 1915 r.

Było to radosne wydarzenie, chyba najszczęśliwsze dla miasta w całym pamiętnym roku 1915. Wielka wojna, nazwana później I-szą wojną światową, wchodziła wówczas w nową fazę. Na froncie wschodnim, po okresie klęsk armii austro-węgierskich w 1914 r. i kilkumiesięcznym okresie zastoju, od wiosny 1915 r. sytuacja zmieniła się na tyle, że rozpoczęte zostały przygotowania do ofensywy. Nastąpiło przegrupowanie i koncentracja silnych zgrupowań austriackich ( 4 Armia ) i niemieckich ( 11 Armia ) na galicyjskim odcinku frontu i w początkach maja 1915 r. ruszyła wreszcie ofensywa, która zepchnęła Rosjan daleko na Wschód.

 

Tarnów, znajdujący się od 10 listopada 1914 r. pod okupacją rosyjską, w całym tym okresie narażony był na niedogodności związane z bliskością frontu. Od grudnia, po ustaniu aktywności obu wrogich stron, front zastygł na linii Dunajca i Białej ( powyżej Tarnowa ). Na wprost Tarnowa, na zachodnim brzegu Dunajca rozlokowane były oddziały 4 Armii austriackiej, wschodni brzeg zajmowała zaś piechota 3 Armii rosyjskiej.

 

Życie w samym mieście toczyło się w zasadzie normalnie. Rosjanie nie wprowadzili własnej administracji, zachowując władze miejskie, których kompetencje uznawane były przez kolejnych, zmieniających się dosyć często, wojskowych komendantów miasta. Trochę gorzej mieli żydowscy obywatele Tarnowa, którzy narażeni byli na dodatkowe obciążenia oraz niechęć wojskowych władz rosyjskich - w lutym 1915 r. Rosjanie aresztowali np. 30 Żydów i, o ile wcześniej zatrzymywanych zakładników spośród ludności chrześcijańskiej po interwencjach burmistrza Tertila lub biskupa tarnowskiego zwalniano, to Żydów wywieziono w głąb Rosji. Także inne zarządzenia władz okupacyjnych uderzały najbardziej w tą część mieszkańców. Wojskowy komendant miasta, płk. Piotr Kozłow zimą 1914 r. przeprowadził np. akcję niszczenia wszystkich zgromadzonych w mieście zapasów napojów alkoholowych, w wyniku której wielkie straty poniosły tarnowskie rafinerie i wytwórnie wódek znajdujące się prawie wyłącznie w rękach Żydów, zwłaszcza znane zakłady Schwanenfelda i Körbera. Również nakazane przez Rosjan przymusowe otwarcie wszystkich sklepów zamkniętych od 10 listopada, których właściciele uciekli z miasta, co miało zahamować postępującą drożyznę, uderzyło głównie w bogatych kupców żydowskich - towar z otwartych sklepów wyprzedawał specjalnie utworzony komitet miejski a z uzyskanych dochodów utworzony został fundusz zapomogowy.

 

Tymczasem na linii frontu rozdzielonego Dunajcem nie działo się nic szczególnego. Po zachodniej stronie frontu, o czym nie wszyscy dzisiaj wiedzą, jako korespondent wojenny przebywał Ferenc Molnar - jego relacje frontowe ukazywały się na Węgrzech, na łamach budapesztańskiego dziennika Az Est a w 1928 r. opublikowane zostały w formie książkowej. Młodszym czytelnikom warto przypomnieć, że był to światowej sławy pisarz węgierski, którego powieść Chłopcy z Placu Broni wchodziła dawniej w skład klasycznego kanonu lektur szkolnych. Jego znakomite reportaże najpełniej oddają dramaturgię i dynamikę tamtych wydarzeń.

Od Molnara wiemy, że przeszło półroczny okres stagnacji nie obfitował w żadne dramatyczne wydarzenia na linii frontu. Zachodni brzeg Dunajca okopywali i umacniali Austriacy, wschodni Rosjanie. Jak to jeszcze wówczas pomiędzy wrogimi armiami bywało, zachowywane były pewne niepisane, ale konsekwentnie przestrzegane prawa kodeksu honorowego. I tak widzący się jak na dłoni żołnierze z obu brzegów rzeki nie strzelali np. do swoich przeciwników czerpiących wodę z Dunajca, podobnie oszczędzano żołnierzy niosących słomę na pryczę. Oczywiście jak zawsze musiała znaleźć się i tutaj jakaś czarna owca. Wśród żołnierzy austro-węgierskich zachowało się wspomnienie Rosjanina ( tylko jednego ) który owych zwyczajów nie przestrzegał. Sołdat ten zajmował stałe stanowisko obserwacyjne na konstrukcji zniszczonego mostu kolejowego na Dunajcu, gdzie w górnej części zachowanego żelaznego przęsła zbudował sobie gniazdo z desek i worków z piaskiem. Wdrapywał się na to gniazdo po drabinie, obserwował drugi brzeg przez lornetkę i prał do wszystkiego co znalazło się w zasięgu jego karabinu. Nad Dunajcem powszechnie uważano, że brak mu rycerskości - żołnierze austriaccy nazywali go Iwanem Groźnym i próbowali ustrzelić, przez długi czas jednak bezskutecznie.

 

W styczniu a później w początkach maja 1915 r. Tarnów ostrzelany został przez najcięższą artylerię ściągniętą na odcinek zajmowany przez 4-tą Armię austriacką. Były to smutne dni dla miasta. Do Bogumiłowic sprowadzony został koleją najcięższy niemiecki moździerz kalibru 420 mm, dla którego zbudowano specjalną bocznicę kolejową do stanowiska nad Dunajcem skąd bombardowano wytypowane obiekty w mieście. Był to prawdziwy cud techniki wojennej. Zestaw 12-tu wagonowy którym transportowano to działo ważył 235 ton, słup ognia powstający po wyrzuceniu pocisku, jak w oparciu o fotografie wystrzałów oceniali oficerowie kolejowi, sięgał 40-tu metrów. Przy tym wszystkim zadziwia niezwykła precyzja z jaką trafiano z niego do celów odległych nieraz o około 10 km. Pociski, wysokości żołnierza średniego wzrostu, miały odpowiednio wielką siłę rażenia - jeden który trafił w budynek zakładu wychowawczego sióstr Sacré-Coeur w Zbylitowskiej Górze zrujnował całe skrzydło budynku szkolnego. Inny który spadł na centrum miasta trafił w piętrową oficynę kamienicy Rynek 5, przebił jej dach, stropy piętra i parteru oraz sklepienie piwnicy gdzie eksplodował - wybuch zniósł całkowicie oficynę, dach kamienicy i poważnie uszkodził konstrukcję całego budynku. Niemniej, ponieważ dla oszczędzenia miasta ostrzał stosowano sporadycznie a celowanie, jak podkreślał Molnar, odbywało się niesłychanie dokładnie, straty nie były nadmiernie duże - od 48 wystrzelonych pocisków zginęło 21 mieszkańców miasta i kilkudziesięciu żołnierzy rosyjskich, zniszczonych bądź uszkodzonych zostało kilkadziesiąt obiektów ( m.in. dworzec, kościół i klasztor filipinów, elektrownia ).

 

Tymczasem od połowy kwietnia mieszkańcy Tarnowa obserwować mogli coraz liczniejsze loty rozpoznawcze aeroplanów austriackich i niemieckich nad miastem oraz wzmożone ruchy wojsk z obu stron frontu. Atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa i napięta. Dowództwo 4 Armii wydało rozkaz zabraniający żołnierzom z podległych jej jednostek kontaktów i handlu wymiennego ( tytoń za wódkę ) z żołnierzami rosyjskimi, co zdawało się zapowiadać jakieś nadzwyczajne wydarzenia.

Wreszcie 30-tego kwietnia 4 Armia zakończyła koncentrację, osiągając pełną gotowość bojową. Tymczasem rankiem 2-go maja, po nocnym przygotowaniu artyleryjskim, ruszyła ofensywa 11 Armii niemieckiej zajmującej pozycje na południe od Tarnowa i jej sukcesy zmusiły Rosjan do odwrotu również z linii Dunajca. Już 2-go maja Rosjanie w tajemnicy zaczęli wycofywać się z Tarnowa, w następnych dniach ewakuowano magazyny i szpitale wojskowe, następnie zaczęły wycofywać się jednostki rozlokowane na południe od miasta, wieczorem w środę 5-go maja wyjechała z Tarnowa rosyjska komenda miasta z płk. Markiewiczem a w nocy pozycje opuściły oddziały znad Dunajca - te wycofywały się już w popłochu ( przez miasto przedostały się biegiem ), ostatni żołnierze rosyjscy opuścili Tarnów około 3-ciej nad ranem. O świcie w czwartek 6-go maja miasto było już wolne i pogrążone w śmiertelnej ciszy, nikt bowiem nie miał odwagi wyjść z domu.

 

Tymczasem 4 Armia obserwowała odwrót Rosjan z zachodniego brzegu Dunajca a od poniedziałku 3-go maja jej artyleria ostrzeliwała pozycje i trasy wycofujących się oddziałów rosyjskich. O północy 5-go maja żołnierze zajmujący pozycje nad Dunajcem oddali kontrolny strzał na stronę rosyjską, ponieważ nikt im nie odpowiedział ( sławny Iwan Groźny został już wcześniej ustrzelony ) wysłano na drugi brzeg patrol który znalazł puste okopy rosyjskie. Nad ranem 6-go maja pierwsze oddziały 4 Armii były już na wschodnim brzegu Dunajca a rano jako pierwszy wkroczył do miasta od strony Tuchowa patrol pułku strzelców tyrolskich.

 

Kiedy Rosjanie opuszczali Tarnów starali się co prawda wywieźć z sobą wszystko co się da, trzeba jednak było dawać nogę w pośpiechu, stąd w rosyjskich magazynach została jeszcze wielka ilość artykułów żywnościowych. Po wycofaniu się Rosjan w owych magazynach zjawił się rosyjski żołnierz, który gromadzącym się Żydom oznajmił, że rosyjskie dowództwo sprzedaje te zapasy po przystępnych cenach. Interes zwietrzyli od razu kupcy miejscy, żydowscy i chrześcijańscy, którzy zawartość magazynów odkupili od owego żołnierza i podzielili między sobą. Zapobiegliwy żołnierz ruszył zaś ( biegiem ) w kierunku nadciągających oddziałów austro-węgierskich i poddał się pierwszemu napotkanemu patrolowi. Jak skonstatował Molnar, jeńcy rosyjscy idący w obserwowanych przez niego kolumnach do austriackiej niewoli, na ogół maszerowali ze śmiechem, ten o tyle różnić się musiał od innych, że śmiał się w kułak.

Tymczasem po wkroczeniu do miasta pierwszych żołnierzy armii cesarskiej mieszkańcy zaczęli wylegać z domów - pierwszy patrol skierował mieszkańców do odbudowy zniszczonego mostu na Białej, po którym do Tarnowa wejść miały oddziały ścigające Rosjan, w samym zaś mieście rozpoczynał się festyn radości i powitania wyzwolicieli, cały Tarnów wyległ na ulice.

K. Marek Trusz

06.04.2011
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |