Tarnowskie Kroniki (7) - Wojna o Tranów - rok 1570

Opowiedzieliśmy sobie już wcześniej o śmierci i pogrzebie hetmana Jana Tarnowskiego . Tymczasem w stosunkowo niedługim czasie po tych wydarzeniach, w kwietniu1567 roku, zmarł jedyny syn i spadkobierca hetmana Jan Krzysztof Tarnowski , kasztelan wojnicki, chorujący w ostatnich latach życia na gruźlicę płuc. Po jego śmierci sytuacja ekonomiczna i prawna Tarnowa oraz całego tzw. hrabstwa tarnowskiego mocno się skomplikowała.

 

Jan Krzysztof, jako spadkobierca hetmana objął po ojcu całe olbrzymie włości, z miastem i zamkiem oraz wszystkimi posiadłościami rozrzuconymi w trzech województwach: krakowskim, sandomierskim i ruskim. Trzeba tu jednocześnie stwierdzić, że obejmujące pięć miast i ponad 120 wsi włości hetmana czyniły go - pamiętajmy, ze był to okres przed unią lubelską - największym posiadaczem ziemskim w całej Koronie. Jan Krzysztof był od hetmana jeszcze bogatszy, bowiem, jak ocenia monografista Leliwitów małopolskich Włodzimierz Dworzaczek - nie uroniwszy niczego z ojcowizny dołączył do niej przez małżeństwo fortuny Odrowążów, Jarosławskich, a w części i Pileckich.


W ostatnim okresie życia, wobec gasnących sił, kasztelan wojnicki przebywał przeważnie w Gorliczynie, wsi klucza przeworskiego, gdzie jego żona sprowadziła księdza Piotra Skargę , swojego od kilku lat spowiednika, który spędził tu rok przygotowując kasztelana do śmierci. Nadeszła ona 1 kwietnia 1567 roku. Ponieważ umierał bezpotomnie, sukcesja włości rodowych przejść miała na jego siostrę Zofię, jedyną żyjącą potomkinię hetmana. Wdowa po kasztelanie, Zofia Odrowążówna , dziedziczka miast i kluczów po Jarosławskich, Pileckich i Odrowążach, zostawała przy swoich posiadłościach, przejmując po mężu jedynie niektóre królewszczyzny.

 

Tak więc spadkobierczynią całej ojczystej fortuny Jana Krzysztofa Tarnowskiego stała się od 1567 roku jego siostra Zofia, zamężna Ostrogska, w urzędowych aktach zwana odtąd hrabią na Tarnowie, rezydująca w ulubionym przez hetmana dworze w Wiewiórce. Mąż jej, książę Konstanty Wasyl Ostrogski , wojewoda kijowski, należał do najbogatszych magnatów w Koronie i w całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jego posiadłości leżały jednak w prowincjach kresowych, głównie na Wołyniu. On też, po rychłym przybyciu do Tarnowa, zajął się pogrzebem szwagra. Jak podaje monografista wojny o Tarnów, Jan Pirożynski , książę przybył do Tarnowa z licznym pocztem zbrojnych, złożonym głównie z Tatarów i kozaków, rozpuścił zaciężników zmarłego i obsadził zamek tarnowski własną, silną załogą. Było to działanie przezorne i świadczące o spodziewanych się przez niego problemach na tutejszym gruncie. Tak też i było. W Małopolsce pozycja późniejszego zaciętego przeciwnika unii brzeskiej i obrońcy prawosławia była nieporównanie słabsza niż na Ukrainie, a silna pozycja wrogiej mu rodziny Zborowskich w województwie sandomierskim, w którym mieściło się przejęte teraz przez jego żonę hrabstwo tarnowskie, nie wróżyła sielankowych stosunków sąsiedzkich. Pierwsze problemy pojawiły się podczas przejmowania sukcesji po zmarłym, bo już w 1567 roku osobisty wróg księcia, wojewoda sieradzki Olbracht Łaski oraz Zborowscy zablokowali na dworze cesarskim w Wiedniu przejęcie czeskich posiadłości Jana Krzysztofa przez Zofię.

 

Było to tylko preludium poważniejszych kłopotów. Już niedługo po śmierci Jana Krzysztofa nad jego spadkobiercami zaczęły zbierać się groźniejsze chmury. Oto starsza linia Tarnowskich, idąca od wojewody krakowskiego Jana zwanego Szramem, zakwestionowała prawomocność przejęcia schedy po hetmanie przez kobietę. Uważali oni, że w braku potomków męskich w linii prostej im się należy sukcesja po hetmanie i jego synu, co pozwoliłoby w ręku Tarnowskich utrzymać gniazdo rodowe Leliwitów - Tarnów z zamkiem. Wyrazicielem takiego poglądu stał się jeden z wnuków Szrama, wojewoda sandomierski Stanisław, sześć lat wcześniej bardzo widoczny podczas uroczystości pogrzebowych hetmana, oraz jego syn, również Stanisław, kasztelan czechowski. Co prawda taki pogląd nie miał zbyt mocnych podstaw prawnych, niemniej mógł zdobyć posłuch wśród małopolskiej szlachty, niechętnej kresowemu kniaziowi, któremu dodatkowo Łaski

i Zborowscy jak mogli psuli opinię. Książę był wyznawcą obrządku wschodniego, prawdopodobnie też, zgodnie z wyniesionymi z Wielkiego Księstwa Litewskiego przyzwyczajeniami, zwykłą szlachtę traktował z góry, co wśród przeczulonego na punkcie równości stanu rycerskiego miejscowego ziemiaństwa popularności mu z pewnością nie przysparzało.

Ruiny zamku tarnowskiego, stan współczesny.

 

Dopóki jednak żył wojewoda sandomierski, sprzeciwiający się podejmowaniu jakichś gwałtownych działań, o otwartym konflikcie mowy być nie mogło. Wojewoda czynił jedynie próby (bezskuteczne) odkupienia Tarnowa od Ostrogskich. Niedługo jednak (ok. 1569 roku) zmarł i on sam. Jego mało jeszcze doświadczony syn, jak zgodnie przyjmują zajmujący się tym tematem badacze, uległ namowom osobistych wrogów księcia - Olbrachta Łaskiego oraz braci Zborowskich - i wszczął wojnę o Tarnów. Wojnę, nie zajazd, ponieważ i tradycja tak określa to wydarzenie i za nią literatura tematyczna, bo jak pisze W. Dworzaczek: (.) to wydarzenie swymi rozmiarami, echem, jakim się odbiło w całym kraju, przekraczało o wiele jakże częste prywatne zatargi zbrojne.


Stanisław Tarnowski , Olbracht Łaski i Andrzej Zborowski podjęli decyzję o wspólnym wystąpieniu przeciwko Ostrogskiemu, wnosząc w imieniu Tarnowskiego pretensje do hrabstwa - Łaski sam zaoferował kasztelanowi czechowskiemu zbrojną pomoc w odzyskaniu Tarnowa i wpłynął na Andrzeja Zborowskiego, by ten przyjął dowództwo wyprawy.

 

Przygotowania do akcji trwały kilka miesięcy i, przynajmniej początkowo, czynione były dyskretnie. Prawdopodobnie już w lutym 1570 roku ustalono termin akcji, a pragnący zachować pozory legalności Tarnowski pod koniec lutego pozwał Ostrogskiego na roki pilzneńskie (posiedzenie trybunału ziemskiego powiatu pilzneńskiego) o zwrot dóbr tarnowskich. Wojewoda kijowski nie omieszkał donieść królowi o tym konflikcie, grożącym wybuchem wojny prywatnej. Zygmunt August obesłał trójkę spiskowców listami, napominając ich by (...) guerry zbrojnego najazdu, zamierzonego zamieszania zaniechali - ci jednak poszli w zaparte i postarali się swoimi odpowiedziami uspokoić obawy królewskie (Zborowski oburzał się obłudnie, że król nakazuje mu aby zaczętej burdy i wojny szkaradnej w spokojnych Rzeczypospolitej państwach (...) zaniechał, kiedy on o żadnych zajściach z wojewodą nie wie).

Marzec i początek kwietnia zajęły sprzymierzeńcom sprawy organizacyjne, czyli przede wszystkim przygotowanie armii zaciężnej, z którą można byłoby wystąpić przeciwko księciu. Prowadzony przez Łaskiego zaciąg cudzoziemskich najemników doszedł już w kwietniu do takich rozmiarów, że nie dało się tego dłużej utrzymywać w tajemnicy, zdecydowano się więc atak przyspieszyć, aby nie dać Ostrogskiemu czasu na ściągnięcie posiłków z Wołynia. Siły, które udało się spiskowcom zgromadzić były imponujące. Ich trzon stanowiły oddziały najemne, oceniane na grubo ponad tysiąc ludzi. W skład sformowanych oddziałów wchodzili Niemcy, Hiszpanie, Włosi Węgrzy a nawet Turcy, zawodowi żołnierze i awanturnicy, samych hajduków (lekkiej piechoty typu węgierskiego ) zaciągnięto 600, armia wzmocniona została artylerią i prywatnymi pocztami udziałowców (m.in. 200 husarzy Tarnowskiego) oraz pewną liczbą drobnej szlachty z powiatu pilzneńskiego.

 

Po zakończeniu przygotowań odbyto radę wojenną, na której przychylono się do zdania Olbrachta Łaskiego prącego do rozpoczęcia działań zbrojnych. Armia, skoncentrowana w Wielowsi poprowadzona została przez Andrzeja Zborowskiego, miecznika krakowskiego, przyjaciela, na ten czas porucznika największego imć pana czechowskiego, na Tarnów - razem z nim był również jego brat, Jan, hetman nadworny i późniejszy kasztelan gnieźnieński.

 

Atak na Tarnów nastąpił w nocy z 17 na 18 kwietnia, a uderzono na zamek tarnowski. Sam zamek w tym czasie znajdował się w znakomitym stanie. Wzniesiony przez Spycimira, przeszło sto lat przed opisywanymi wydarzeniami zdobyty i spalony przez Węgrów, został odbudowany i znacznie wzmocniony przez Jana Amora, ojca hetmana. Później rozbudował go sam hetman - zgodnie z nowoczesną teorią militarną obwód obronny wzmocniony został umocnieniami ziemnymi i przystosowany do obrony ogniowej. Zamierzona przez hetmana rozbudowa umocnień nie została jednak, jak się zdaje, zakończona - np. budowa największego dzieła obronnego, potężnej bastei artyleryjskiej (zwanej ob. arsenałem) osłaniającej wschodni narożnik zamku wysokiego, przerwana została po wzniesieniu murów obwodowych i nie została ona nigdy przesklepiona. Domniemywać można, że zamierzona na wiele lat inwestycja zatrzymana została po śmierci hetmana - być może jej rozmiary i koszty zniechęciły chorowitego i nie mającego militarnych zainteresowań Jana Krzysztofa do kontynuacji ojcowskiego dzieła. Niemniej zamek mógł imponować zarówno walorami rezydencjalnymi jak i obronnymi.

Jan Krzysztof Tarnowski - rzeźba postaci z pomnika nagrobnego w katedrze tarnowskiej, wyk. Jan Maria Padovano.

 

Według Jana Pirożynskiego załoga zamku mogła liczyć w czasie ataku co najwyżej 200 ludzi, dowodzonych przez starego burgrabiego Jana Kozaneckiego . O ile byśmy przyjęli ten pogląd, to rzeczywiście skuteczna obrona zamku na pełnym obwodzie obronnym taką liczbą obrońców mogła być niezwykle trudna, o ile nie niemożliwa. Gdyby jednak determinacja załogi była odpowiednio duża, z całą pewnością mogła ona utrzymać się w silnych umocnieniach zamku górnego, po opuszczeniu zewnętrznego pasa umocnień i podzamcza z którym zamek górny połączony był mostem zwodzonym. Tak się jednak nie stało. Być może wprowadzona na zamek trzy lata wcześniej załoga książęca została już zluzowana (bardziej potrzebna była na Ukrainie do odpierania najazdów tatarskich?) i zastąpiła ją drużyna złożona z łyków i chłopów pańszczyźnianych hrabstwa - trudno to obecnie rozstrzygnąć.

Armia Zborowskiego zajęła Górę św. Marcina, zamek otoczono i zaczęto sypać szańce, w rejonie starego, wiślańskiego grodziska ustawione zostały armaty i rozpoczęto ostrzał artyleryjski. Po ostrzelaniu zamku i spaleniu otaczającej go zabudowy napastnicy ruszyli do ataku (...) z wielką mocą i strzelbą gęstą, z okrzykiem, z trąbami, z bębny szturmy czyniąc i strzelając - i po kilkugodzinnym szturmie wdarli się do zamku. Część obrońców wycięto (sześciu zabitych, 13 rannych ), część, z Kozaneckim, wzięto do niewoli, reszta zbiegła. Od 18 kwietnia Zborowski obsadził zdobyty zamek własną załogą, resztę swoich wojsk rozlokował w Nowodworzu i Tarnowcu, przy czym doszło przy tej okazji do gwałtów na ludności i rabunków.

 

Pierwsza faza konfliktu przyniosła wrogom księcia sukces militarny, wkrótce potwierdzony wymuszoną sankcją prawną. Książę Ostrogski, przebywający wówczas w Wiewiórce, na wieść o upadku zamku nakazał bowiem zbadać sytuację woźnym ziemskim i zdać relację do grodu w Nowym Korczynie, sam zaś ruszył do Tarnopola po własne oddziały. Działający z ramienia wojewody kijowskiego woźni ziemi krakowskiej i sandomierskiej misję swoją, ze względu na obecność wrogich oddziałów, musieli wykonywać po kryjomu, jeden jednak został zatrzymany i zmuszony przez Tarnowskiego do udzielenia sobie intromisji (wymagane prawem wprowadzenie nowego dziedzica w posiadanie nieruchomości) w dobra tarnowskie przed aktami grodu krakowskiego.

 

Echa tych wydarzeń bardzo szybko jednak dotarły do dworu królewskiego w Krakowie i wzbudziły zrozumiały niepokój - konflikt dwóch tak bogatych i wpływowych rodów mógł łatwo przerodzić się w wojnę domową. Dwór królewski zareagował też bardzo szybko, wysyłając komisarzy których zadaniem miało być powstrzymanie obu stron od eskalacji konfliktu i skłonienie do zgody na sąd rozjemczy.

Zofia Ostrogska, z d. Tarnowska - rzeźba postaci z pomnika nagrobnego w katedrze tarnowskiej, wyk. przypisywane Wojciechowi Kuszczycowi.

 

Ostrogski tymczasem już nadciągał z własną armią, rozsierdzony szczególnie tym, że zaatakowany został bez żadnej odpowiedzi, jako cnotliwym przystoi, czyli bez zwyczajowego pisemnego wypowiedzenia walki, praktykowanego w podobnych sytuacjach i planował uderzenie z marszu na zamek, choćby miał go przy tym zrównać z ziemią. Szczęśliwie wysłany przez Zygmunta Augusta dworzanin, zaprzyjaźniony z Ostrogskimi Wojciech Sempelborski oraz Mikołaj Ligęza odwiedli go od tego - Ligęza już wcześniej, broniąc praw księżny Zofii, zajął w jej imieniu miasto Tarnów. Rozmowy komisarzy prowadzone ze Stanisławem Tarnowskim od 19 kwietnia trwały do 5 maja. Pomimo prowadzonej przez komisarzy królewskim mediacji, w ostatniej dekadzie kwietnia zaczęły się pod Tarnowem zacięte utarczki pomiędzy oddziałami książęcymi a najemnikami Zborowskiego - przed końcem miesiąca, po ściągnięciu posiłków, Ostrogski uzyskał przewagę i rozpoczął blokadę zamku, odcinając m.in. obrońcom dostawy żywności. Wreszcie w początkach maja zawarto porozumienie i trwały rozejm - część wojsk księcia odeszła na Wołyń a załoga zamku, trzymanego cały czas przez Zborowskiego, została zmniejszona. Sprawcy najazdu na Tarnów zostali napiętnowani w mandacie królewskim, skierowanym do szlachty małopolskiej, a następnie otrzymali pozwy na sąd królewski w dniu 30 maja. Oskarżeni zostali o pogwałcenie pokoju publicznego, spowodowanie szkód i obrazę majestatu.

 

Stało się teraz jasne, iż ostateczne rozstrzygnięcie sporu nastąpi nie na polu bitwy, lecz przed obliczem królewskim, na nadchodzącym właśnie sejmie warszawskim. Przed wyjazdem do Warszawy książę Konstanty, aby do króla i sejmujących przemawiać nie tylko jako mąż właścicielki zaatakowanych dóbr, ale ich prawny właściciel i dziedzic, 22 maja przybył ze swą ciężarną żoną do grodu w Nowym Mieście Korczynie, gdzie Zofia zapisała mu miasto z zamkiem i 31 okolicznych wsi. Dopiero po tym akcie książę odjechał do Warszawy. Zofia natomiast jeszcze raz powtórzyła darowiznę 21 czerwca, tym razem w Pilźnie przed aktami ziemskimi a dziesięć dni później zmarła podczas porodu najmłodszego syna, Aleksandra. Wszystkie prawa własności do tarnowszczyzny znalazły się teraz w ręku księcia.

Tarnowski ze Zborowskim wyruszyli również do Warszawy (Łaski udał się tam już wcześniej), przed wyjazdem zwolnili większość zaciężników którzy, rozchodząc się, wyrządzili dalsze szkody w okolicy a część z nich dotarła nawet do przedmieść Krakowa, gdzie doszło do kolejnych zbrojnych ekscesów z ich udziałem.

 

Sprawa, jak to w polskim sejmie, toczyła się swoim trybem. 30 maja książę wojewoda, jako prawny właściciel najechanych dóbr, złożył na napastników formalną skargę. Dla zilustrowania doznanych krzywd zaprezentował przywiezione do Warszawy, wyjęte z grobów ciała swych pomordowanych dworzan i żołnierzy (sic!). Syn legendarnego zwycięzcy nad Moskwą pod Orszą oświadczył też, że boi się , by go po krzywdach których doznał, nie poniosły zbytnio "affekty" w obecności królewskiej i występowanie w swoim imieniu scedował na Mikołaja Dorohostajskiego , stolnika Wielkiego Księstwa Litewskiego. Najezdnicy, mając świadomość poparcia w senacie, występowali dosyć butnie, urzędowe relacje przedstawiane na kolejnych sesjach świadczyły jednak na ich niekorzyść. Odraczanie rozstrzygnięcia spowodowało w czerwcu i w początkach lipca ponowne walki pod Tarnowem, ale 18 lipca wydany został wreszcie przez króla wyrok. Wygibasy prawne wymyślane przez Stanisława Tarnowskiego, jak się okazało, nie na wiele się zdały i orzeczenie królewskie przyznawało rację Ostrogskiemu - wyrok, dosyć kompromisowy (uchylał oskarżenie o zbrodnię obrazy majestatu), nakazywał zwrócenie mu w przeciągu czterech tygodni zamku i wszystkich dóbr. Kasztelan czechowski który, co trzeba z uznaniem dla niego stwierdzić, wziął na siebie pełną odpowiedzialność materialną za zaistniałe wypadki, nie zwlekał z oddaniem zamku

 

i zaraz po wyroku wyprowadził z niego najemników.

Ostatecznie sprawa zakończyła się rok później, kiedy Ostrogski uzyskał wyrok sądowy przyznający mu odszkodowanie za poniesione straty. 30 kwietnia 1571 wyrokiem sądu królewskiego ustalona została wysokość odszkodowania i umorzone wzajemne pretensje obu stron - sentencja wyroku przyznawała Ostrogskiemu całkowite, wieczyste, dziedziczne prawo do Tarnowa, kasztelanowi czechowskiemu zaś i jego potomkom nakazując w tej sprawie "wieczyste milczenie". Wkrótce potem Stanisław Tarnowski, obciążony olbrzymi kosztami odszkodowań, popadł w tarapaty finansowe, zadłużył się i w konsekwencji został zmuszony do pozbycia się na zawsze znacznej części swoich dóbr. Taka jednak była kolej rzeczy - jeśli przedstawiciel stanu rycerskiego chciał funkcjonować w życiu obywatelskim Rzeczypospolitej, musiał odpowiadać i płacić za swoje czyny. A kasztelan czechowski, jak pisał siedemnastowieczny panegirysta, Ostrogskiemu sto tysięcy złotych, z sejmu nie odjeżdżając, oddać wolał, aniżeli honoru swego i familii swej naruszać.

 

Bilans tych wydarzeń był dla miasta i całego hrabstwa tarnowskiego zdecydowanie niekorzystny. Wojna i kilkumiesięczne stacjonowanie oddziałów najemnych doprowadziły do spustoszenia najbliższych okolic miasta i poważnych strat w gospodarce hrabstwa - zniszczone zostały m.in. Gumniska z folwarkiem i dworem właścicieli miasta oraz Tarnowiec. Nieodwracalne i szczególnie dotkliwe straty poniósł zamek tarnowski. Ostrzał artyleryjski i szturm spowodował uszkodzenia budynków zamkowych, zewnętrzne zabudowania zostały całkowicie spalone. Najemnicy okupujący zamek przez trzy miesiące, splądrowali go i dokładnie złupili - zrabowane zostały nie tylko cenne sprzęty i elementy wyposażenia ale, co najbardziej dla nas dotkliwe, również archiwum rodowe Tarnowskich, a także sławna, gromadzona przez lata, biblioteka hetmana. Jak z niewątpliwą przesadą pisał

 

w swojej skardze książę wojewoda, najeźdźcy zostawili na zamku taki barłóg (...), żeby się (...) były mogły węże lgnąć. Drzwi ani zamków nie było całych i skobli najmniejszego znaku nie zostawiono. Po najeździe zamek już nigdy nie odzyskał dawnej świetności a w pierwszej połowie XVII zaczął całkowicie podupadać - właściciele miasta tu nie rezydowali.

 

Książę Konstanty poniesione straty wycenił bardzo wysoko, na sumę 200 tysięcy złotych. Nawet jeśli był to szacunek zawyżony, a tak najpewniej było, daje wyobrażenie zniszczeń jakimi dotknięte zostało hrabstwo. Zważywszy, że ceny kamienic w Tarnowie w tym czasie oscylowały pomiędzy tysiącem a dwoma tysiącami złotych, za 200 tysięcy można byłoby wykupić całą zabudowę ówczesnego miasta - w 1536 roku w mieście i na przedmieściach było 200 opodatkowanych domów.

 

Wynik sporu o Tarnów w niekorzystny sposób rzutował też na sytuację miasta w dłuższej perspektywie czasowej. Przejęte przez ród kresowych książąt miasto, za Leliwitów stanowiące centralny ośrodek ich rodowych włości i otaczane opieką rezydujących tu właścicieli, zdegradowane zostało teraz do roli peryferyjnej części rozległego latyfundium Ostrogskich. Zainteresowanie włościami tarnowskimi

u kolejnych pokoleń właścicieli malało, skutkując wprowadzaniem działów własnościowych, zastawami, bądź sprzedażą ich fragmentów i w konsekwencji w XVII wieku doprowadziło do całkowitej parcelacji dominium. Samo miasto, poddane władzy licznych, często skonfliktowanych współwłaścicieli i ich plenipotentów, popadać natomiast zaczęło w coraz głębszy kryzys.

 

Po tym burzliwym okresie pozostały natomiast w tarnowskiej kolegiacie pomniki nagrobne upamiętniające aktorów przedstawionych tu wydarzeń. Po śmierci Jana Krzysztofa, jego szwagier książę Konstanty zamówił u Jana Marii Padovana , który kończył wówczas pomnik nagrobny hetmana, również jego nagrobek. Ostrogski polecił rzeźbiarzowi włączyć w przygotowywany pomnik sarkofag szwagra - powstał w ten sposób wielki, piętrowy pomnik nagrobny hetmana i jego syna, uchodzący za największy (około 14 metrów wysokości) pomnik renesansowy w Polsce, zaliczany do najwybitniejszych dzieł rzeźby nagrobnej. Po rychłej śmierci księżnej Zofii, żony Konstantego i córki hetmana, ze zlecenia księcia powstał następny pomnik, wykonany już jednak, jak się przyjmuje, nie przez Padovana a przez jego współpracownika, Wojciecha Kuszczyca - połączony został kompozycyjnie z pomnikiem obu Tarnowskich, poprzez dostawienie do dolnej jego części, po prawej stronie.

K. Marek Trusz

06.04.2011
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |