Rak piersi - masz szanse wygrać

Pojawia się nieoczekiwanie i wywraca życie do góry nogami. Wraz z nim zjawia się przerażenie, negacja i pytanie - dlaczego ja? Wiemy co prawda, że kobiety chorują. Każda z nas zna kogoś, ma kogoś w rodzinie, słyszała o kimś, kto przeszedł raka piersi lub właśnie przechodzi. Ale mimo wszystko wciąż uparcie uważamy, że nas samych to nie dotyczy. Zaklinamy rzeczywistość i własne zdrowie. I nawet jeśli wiemy, że powinnyśmy jednak skontrolować swój organizm, wynajdujemy tysiące powodów które nie pozwalają nam tego zrobić. Nigdy nie mamy czasu i zawsze wszystko inne jest ważniejsze. A tymczasem drogie Panie, oszukujemy same siebie. Nie ma takich zajęć, które usprawiedliwiałyby zlekceważenie własnego życia. Bo im później, tym cięższa będzie walka, już nie o zdrowie, a o życie właśnie.

Rak rozwija się długo, ale wygrać z nim można tylko na początku tej drogi. Lekarze pokazują czterostopniowy rozwój raka piersi, a statystyki nie są optymistyczne. Z pierwszym stopniem, a więc rokującym całkowite wyleczenie, do lekarzy zgłasza się zaledwie 5% kobiet. Ze stopniem drugim, gdy zagrożony jest już dołek pachowy zgłasza się 45% pań. Stopień trzeci, w którym często niezbędna jest amputacja piersi to 40% pacjentek. Stopień czwarty to aż 10% kobiet wobec których lekarze najczęściej pozostają bezradni. To już rak z odległymi przerzutami.

Podczas konferencji zorganizowanej w Tarnowie i dotyczącej profilaktyki i edukacji w zakresie raka piersi i szyjki macicy, prof. Leszek Kołodziejski powiedział, że w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze króluje medyczne średniowiecze. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Wystarczy tylko posłuchać w pierwszej lepszej przychodni piramidalnych bzdur wypowiadanych z niezachwianą pewnością przez czekających na wizytę pacjentów. To samo dotyczy niestety problemu raka piersi. Pokutuje przekonanie, że raka lepiej "nie ruszać", że biopsja jest szkodliwa, że każdy guzek jest rakiem i że objawem raka jest ból piersi. Otóż, raka trzeba "ruszać" i to jak najszybciej, biopsja absolutnie nikomu i niczemu nie szkodzi i służy wyłącznie określeniu rodzaju zmian jakie nastąpiły, nie każdy guzek jest rakiem, choć każdy powinien być sygnałem alarmowym, a rak jako choroba zdradliwa i podstępna nie objawia się bólem piersi. Nie wolno też dać się omamić tzw. medycyną niekonwencjonalną. Dieta, torf, psie sadło, okłady i zioła nie wyleczą raka. Niestety nie wyleczą także głupoty.

Nie wiadomo, co jest bezpośrednią przyczyną zachorowania na raka piersi, wiadomo jednak co do zachorowania predysponuje. Przede wszystkim - genetyka. Jeśli ktoś w Waszej rodzinie chorował (matka, babcia), to z pewnością jesteście zagrożone w większym stopniu, niż osoby u których w rodzinie taka choroba nie wystąpiła. Spośród innych czynników ryzyka wymienia się m.in. wczesne wystąpienie pierwszej miesiączki (ok. 12 roku życia), późne macierzyństwo (po 35 roku życia), bezdzietność i późny okres menopauzy. Zauważono również, że kobiety otyłe częściej zapadają na raka piersi gdyż w tkance tłuszczowej powstają niekorzystne estrony. Nie bez wpływu pozostaje poziom hormonów i długotrwałe zażywanie środków antykoncepcyjnych. Najważniejsze jednak, aby do lekarza zgłosić się jak najszybciej po zauważeniu jakichkolwiek zmian w obrębie piersi. Nie bójmy się diagnozy, to wcale nie musi być rak.

Konieczność wykonywania badań diagnostycznych wydaje się oczywista. Już od dwudziestego roku życia dziewczyny powinny przeprowadzać regularnie co miesiąc samobadanie. Wiadomo, że w wieku dwudziestu lat nie myśli się ani o chorobach, ani o przyszłości. Wiadomo też, że w tym wieku rak atakuje rzadko, ale jeśli zaatakuje bywa niezwykle agresywny. A samobadanie nie wymaga nawet wyjścia z domu. 40 lat to bariera, po przekroczeniu której badania mammograficzne powinny stać się stałym elementem naszego życia. Najpierw co dwa lata, a z biegiem czasu co rok.

Jeszcze niedawno diagnoza nowotworu nierozerwalnie wiązała się z amputacją piersi. To dodatkowy, ogromny stres, bo dla kobiety piersi to symbol kobiecości i macierzyństwa. Dzisiejsza medycyna, przy wczesnej diagnozie daje ogromne szanse na wyleczenie bez okaleczania pacjentki. Ważne tylko, żebyśmy tą szansę dały sobie same.
13.02.2009
Twój komentarz:
Ankieta
| | | |